Spożycie drobiu w kraju, jak i zainteresowanie polskimi wyrobami w krajach unijnych systematycznie rośnie. Widać wyraźną tendencję odchodzenia konsumentów od spożywania wieprzowiny na korzyść drobiu. Eksperci przewidują, że przez najbliższych 10 lat koniunktura w polskim drobiarstwie będzie się utrzymywała, a to za sprawą niskich kosztów produkcji. Polski drób jest najtańszy w Europie. Kurczaki z naszego kraju kosztują o połowę mniej od pochodzących z ferm z pozostałych krajów UE.

Z tego też powodu produkcja drobiu w krajach starej UE będzie malała. Tamtejsze związki hodowlane i przedsiębiorcy chcąc pozostać w branży szukają możliwości przeniesienia swojej produkcji właśnie do Polski.

Kres dalszemu rozwojowi naszego, ale także europejskiego drobiarstwa może położyć realizacja pomysłu Światowej Organizacji Handlu (WTO) dotyczącego otwarcia rynku unijnego na dostawy mięsa drobiowego z krajów trzecich. Rozmowy w tej sprawie już się toczą.

W opinii nie tylko polskich specjalistów, pozytywna decyzja w tej sprawie może zniszczyć całą branżę. Importowane mięso będzie znacznie tańsze, ale czy równie zdrowe? Produkcja drobiu w UE odbywa się pod ogromnymi rygorami odnośnie wymogów weterynaryjnych, higienicznych, jakościowych, czy dobrostanu zwierząt. Na świecie się tego w tak dużym stopniu nie przestrzega.

Hodowla ani przemysł związany z rynkiem drobiu w Europie nie ma szans w konfrontacji z konkurencją z Ameryki Południowej – twierdzą specjaliści. Największe zagrożenie stwarza przede wszystkim Brazylia. Krajowa Rada Drobiarstwa jedzie pod koniec września do Brukseli rozmawiać z europosłami o przewidywanych zagrożeniach.

Źródło: farmer.pl