Nie Brexit, czy nierówna konkurencja z Brazylią i Tajlandią na unijnym rynku, a krajowe ustawodawstwo stwarza obecnie największe zagrożenia dla kondycji polskiego drobiarstwa – wynika z wystąpienia Łukasza Dominiaka, dyrektora generalnego Krajowej Rady Drobiarstwa – Izby Gospodarczej w Warszawie, na konferencji w ramach Study Tour w Chodowie pod Siedlcami.
-Ubojnie i zakłady przetwórcze nie mają obowiązku raportowania, w jaki sposób uśmiercają drób, więc brakuje rzetelnych danych dotyczących udziału w eksporcie produktów, uzyskiwanych w rezultacie ubojów rytualnych – przyznał Łukasz Dominiak.

- Część przetwórców jednak izbie takie dane przekazuje, a równie wiele mówią dane dotyczące kontrahentów, którzy nasze mięso drobiowe kupują. Jeśli odbiorcą jest np. Arabia Saudyjska, to przecież wiadomo, że ubój był dokonany w sposób tam przyjęty i aprobowany. Zebrane w taki sposób informacje pozwalają nam szacować, że około 10 proc. naszego eksportu to drób ubijany rytualnie. Na wprowadzeniu zakazu ubojów religijnych ewidentnie stracą nasi producenci i przetwórcy. Z takiego zakazu będzie wynikało jedynie tyle, że nasz drób nie będzie mógł trafiać bezpośrednio do odbiorców. Skorzystają nasi sąsiedzi, którzy takich zakazów nie wprowadzają. To oni uśmiercą kurczaki zgodnie z zamówieniem i oni zbierać będą profity.

Według dyrektora KRD wprowadzenie zakazu ubojów religijnych zniweczyłoby lata starań o otwarcie nowych dróg eksportu i rynków zbytu na Bliskim Wschodzie czy w Afryce. Popsułoby wizerunek Polski jako partnera handlowego i jest sprzeczne z interesem państwa i polskiej gospodarki. Podobnie ma się sprawa z forsowanym zakazem hodowli zwierząt futerkowych.

-Tą kwestię rzadko dotąd podnoszono w dyskusji, ale na tym zakazie stracą nie tylko hodowcy futerkowców i związana z nimi branża. Ten zakaz miałby ogromnie zły wpływ również na branżę drobiarską, bo zniszczy konkurencyjność polskiego drobiu na międzynarodowych rynkach – twierdzi dyrektor generalny KRD. - Dotąd producenci nie musieli ponosić kosztów związanych z utylizacja pozostałości poubojowych, bo zagospodarowywali je właśnie hodowcy zwierząt futerkowych. Jeśli zakażemy hodowli, koszty produkcji drobiu znacząco wzrosną i odbije się to na cenie polskiego drobiu. A konkurencyjna cena to składowa naszego sukcesu, obok wysokiej jakości i efektywności produkcji.
Zdaniem branży drobiarskiej, w UE obowiązują tak wyśrubowane normy i przepisy w zakresie dobrostanu zwierząt, że nakładanie jakichkolwiek dodatkowych zakazów i ograniczeń na rodzimych rolników nie znajduje żadnego uzasadnienia. Przeciwnie - kłóci się to ze zdrowym rozsądkiem, narodowym interesem i względami społecznymi.