Do tej pory, gdy rolnikowi padła krowa sprawa była prosta. Zwierzę odbierała firma, która miała podpisaną umowę z Agencją Restrukturyzacji. Niestety, od 1 stycznia umowa między Agencją, a przedsiębiorcami nie obowiązuje, bo jej nie przedłużono. Obie strony kłócą się jak powinna wyglądać jej treść. Agencja twierdzi, że konflikt może zakończyć się już dzisiaj. Czy formy utylizacyjne akceptują te umowy, które przedstawiła im Agencja?

Grzegorz Jakuć, wiceprezes Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa – „Generalnie tak – mamy takie sygnały, po kilku zgłoszonych uwagach, część z nich uwzględniliśmy, w tej chwili te umowy nie rodzą jakichś zastrzeżeń ze strony firm utylizacyjnych.”

Nieco mniej optymistycznie co do terminu zakończenia negocjacji podchodzą przedsiębiorcy.

Jacek Ostrowski, prezes Związku Pracodawców Przemysłu Utylizacyjnego – „My jesteśmy w trakcie opracowywania przez nasz zespół prawny tych umów. Dziś te umowy zostaną przekazane z powrotem do Agencji i będziemy czekać na akceptację naszych warunków.”

Jak widać obie strony wciąż się różnią. A na wszystkim cierpią rolnicy, którzy za odbiór i utylizację martwych zwierząt muszą od 1 stycznia płacić z własnej kieszeni. Teoretycznie wiadomo ile. Zdaniem Związku Pracowników Przemysłu Utylizacyjnego za odbiór krowy nie można zażądać więcej jak 260 zł, za świnie, owce czy kozę około 150 zł. Niestety, sąprzypadki, gdy przedsiębiorcy żądają kilkakrotnie więcej.

Źródło: Agrobiznes