Rzecznik Prokuratury Regionalnej Waldemar Moncarzewski powiedział PAP, że w śledztwie dotyczącym niegospodarności prokurator uzyskał ekspertyzy biegłych, nikomu nie postawiono zarzutów. - Zaszła jeszcze potrzeba wyjaśnienia dodatkowych okoliczności organizacji Dni Konia Arabskiego w latach 2013-2015. Chodzi o kwestie związane z podażą na rynku usług polegających na organizacji pokazów branżowych - zaznaczył Moncarzewski.

Rzecznik nie wyklucza, że śledztwo to może zostać umorzone. - Decyzja o umorzeniu nie została jeszcze wydana - zaznaczył.

Śledztwo dotyczy ewentualnej niegospodarności w okresie od marca 2013 r. do lutego 2016 r. w stadninie, czego miały się dopuścić jej ówczesne władze. Zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury złożyła Agencja Nieruchomości Rolnych w 2016 r. Badany jest m.in. wątek skutków finansowych organizacji Dni Konia Arabskiego w latach 2013-2015, w tym koszty, przychody i dochody firmy, która organizowała te imprezy, a także koszty poniesione przez stadninę.

Prokuratura zajęła się też wątkami dzierżawy koni kontrahentów zagranicznych oraz właściwego nadzoru weterynaryjnego - chodzi o sprawę padnięcia w październiku 2015 r. utytułowanej klaczy Pianissimy (wycenionej przez ANR na 3 mln euro), co było jednym z powodów odwołania wieloletniego dyrektora stadniny w Janowie Podlaskim Marka Treli. Według ustaleń Pianissima padła z powodu skrętu jelit.

Wątek padnięcia w marcu i kwietniu ub. roku w Janowie dwóch klaczy - Prerii i Amry - dzierżawionych od Shirley Watts (żony perkusisty zespołu Rolling Stones), został już umorzony. Prokuratura ustaliła, że opieka weterynaryjna nad zwierzętami była prawidłowa, wykluczyła, by mogło dojść do ich otrucia. Według ustaleń klacze padły z powodu skrętu jelit.

Obie klacze zostały niegdyś kupione przez Watts właśnie na aukcjach w Janowie. Po ich padnięciu Watts zabrała inne swoje konie z janowskiej stadniny, nie przyjechała na ubiegłoroczną aukcję.

Drugie śledztwo dotyczy organizacji i przebiegu aukcji "Pride of Poland" w sierpniu 2016 r. Prokuratura sprawdza m.in., czy doszło do nieprawidłowości w licytowaniu klaczy Emira. Klacz ta podczas aukcji była licytowana dwukrotnie. Po raz pierwszy uzyskała cenę 550 tys. euro, ale później licytacja została powtórzona i Emirę sprzedano za 225 tys. euro. Jak tłumaczył po aukcji ówczesny szef Agencji Nieruchomości Rolnych Karol Tylenda, za pierwszym razem "ktoś zalicytował i po prostu się wycofał, więc licytacja była bezskuteczna".