4 stycznia w Dolnej Saksonii kwarantanną objęto zapobiegawczo około 1000 ferm kur nieśnych, brojlerów i trzody chlewnej, w związku z podejrzeniem, że dostarczana pasza skażona jest dioksynami. Rakotwórcze dla ludzi dioksyny weszły do łańcucha pokarmowego z dostawami skażonego mięsa drobiowego i jaj pod koniec grudnia.

W regionie Nadrenii Północnej Westfalii ubojowi poddano 8 tys.niosek ze względu na nawet czterokrotne przekroczenie dopuszczalnego poziomu dioksyn w jajach.
 
Podejrzewa się, że źródłem skażenia są pasze zanieczyszczone tłuszczami przemysłowymi, którymi zastąpiono tłuszcze roślinne w procesie wytwórczym. O wysokim poziomie dioksyn w paszach jako pierwsza zaalarmowała firma paszowa Harles & Jentzsch, wskazując jednocześnie winowajcę- firmę Petrotec wytwarzającą biodiesel, która kategorycznie zaprzeczyła oskarżeniom. Petrolec tłumaczy, że dostarcza paszarniom jedynie surowce wykorzystywane do celów technicznych, a nie jako składnik pasz. Podejrzewa się, że jedna lub nawet dziewięć firm paszowych na terenie Dolnej Saksonii, Saksonii Anhalt i w Hamburgu było zaopatrywanych w skażone dioksynami tłuszcze.

Minister ds. Konsumentów w Nadrenii Północnej Westfalii, Johannes Remmel, stwierdził, że skażenie musi być spowodowane działalnością przestępczą lub też skrajnym zaniedbaniem. Dodał, że nie można wykluczyć, że na półkach sklepowych nie ma skażonych jaj. Niemieckie władze dodają, że skażona pasza na pewno nie trafiła na rynek holenderski, czego nie można stwierdzić na pewno w przypadku eksportowanych jaj.
 
Johannes Remmel wskazał jako najważniejsze w tym momencie, odnalezienie źródła skażonych tłuszczów lub zanieczyszczonych składników paszowych, które dostarczane były do wytwórni pasz w pięciu niemieckich landach. Podobał się artykuł? Podziel się!