- Zaraz po nastaniu pierwszych przymrozków stada zejdą z pastwisk, gdzie przebywały od maja. Najprawdopodobniej nastąpi to jeszcze w tym tygodniu - uważa Kutyna.

Przypomniał, że "w tym roku wokół kilku bacówek sezon letni w Bieszczadach spędziło blisko sześć tys. owiec". - Połowa z nich należy do baców z Podhala, natomiast właścicielami pozostałych są miejscowi hodowcy - dodał.

Owce wypasane były wokół bacówek m.in. w okolicach Nowego Łupkowa, Średniej Wsi w Bieszczadach czy Krempnej w Beskidzie Niskim. W bacówce stado liczy od 500 do nawet 1500 sztuk.

Najwięcej pracy podczas wypasu mają juhasi, każdy z nich w trakcie sezonu zajmuje się 100-120 owcami. Ich dzień pracy zaczyna ok. godz. 4 rano, a kończy późnym wieczorem. Do sierpnia owce doją trzy razy dziennie. Natomiast później dwa razy w ciągu dnia. Udój całego stada trwa około dwóch godzin. Owca w ciągu okresu pastwiskowego daje 70-80 litrów mleka.

Oprócz dojenia owiec, do obowiązków juhasów należy także wyrób produktów z owczego mleka, m.in. serów. Muszą też pilnować stada przed atakami wilków. - W tym roku wilki bardzo dokuczały. Mimo że owce są dobrze pilnowane wilcze szkody były w większości stad - mówił hodowca.

W Bieszczadach i Beskidzie Niskim wypasa się owce dwóch ras: polską owcę górską i cakiel podhalański. Należą one do niezbyt dużych zwierząt. Dostarczają skóry, wełnę, chude mięso, mleko do wyrobu serów owczych. Są dobrze przystosowane do niekorzystnych warunków środowiskowych, np. opadów i niskich temperatur.

W latach 80. ubiegłego stulecia w Bieszczadach i Beskidzie Niskim wypasano prawie 40 tys. owiec. Od końca lat 90. XX wieku wypasa się 6-8 tys. każdego roku.

Podobał się artykuł? Podziel się!