Niezwykła delikatność i puszystość okrywy włosowej szynszyli sprawia, że ich futerko jest uznawane za jedno z najpiękniejszych futer świata.

– Koniunktura jest znakomita – mówi Grzegorz Mieleńczuk z Nowogardu, właściciel największej fermy szynszyli w Polsce i, jak sam określa, największej na świecie. Hodowca ten ma w podstawowym stadzie 2,5 tys. samic szynszyli, ale również zajmuje się sprzedażą żywych zwierząt, wyposażeniem oraz zakładaniem ferm pod klucz; właśnie wkrótce będzie taką fermę budował pod Moskwą.

– Rynek jest bardzo chłonny. Naturalnie nie nasz krajowy ani nawet europejski – mówi Mieleńczuk. Teraz, jeśli chodzi o futerka szynszyli liczą się Rosja i Chiny. Wchłoną każdą ilość skór. Futro z szynszyli to luksus, rzecz bardzo kosztowna. Niedawno w Moskwie pokazywano mi, ale nie pozwolono sfotografować, etolę z szynszyli, uszytą z 16 skórek, której cena wynosiła 12 800 euro, no więc wystarczy policzyć, ile taki drobiazg z futra kosztowałby w złotówkach…  Nie jest to naturalnie realna wartość tych skórek, lecz cena wymyślona dla bogaczy. O cenach futra też nie ma co wspominać. Ale nie można robić błędnego założenia i obliczać dochód hodowcy, dzieląc ceny futer przez liczbę skórek, jakie są potrzebne do ich uszycia.  Po drodze są jeszcze kuśnierze, projektanci, luksusowe butiki – mówi Mieleńczuk, i dodaje: obecnie średnia cena jednej skórki z szynszyli na giełdzie w Kopenhadze wynosi 54 euro, a więc  ponad 200 zł. Przy średnich kosztach produkcji około 48 zł to dobra cena i najważniejsze, że jest ogromny popyt.

Właśnie na giełdę w Kopenhadze, która odbywa się pięć razy do roku: w lutym, kwietniu, czerwcu, wrześniu i grudniu trafia większość skórek z polskich hodowli. Duża giełda znajduje się też w Helsinkach. Polscy hodowcy albo sami wysyłają towar, albo korzystają z pośredników. Zdarza się, że kupcy przyjeżdżają bezpośrednio na fermę, gdzie dokonywana jest ocena  skórek i ich sprzedaż.