- Pomoc finansowa UE mogłaby skłonić gospodarzy, którzy hodują po kilka owiec, do powiększenia stad do 10 matek, natomiast w większych hodowlach stada nie byłyby zmniejszane - powiedział Domański. Według niego, obecnie w regionie jest 55 owczych stad, w tym 21 zarodowych. Tylko kilka stad towarowych liczy ponad sto sztuk, większość liczy po kilkadziesiąt.

Chów owiec malał w ostatnich kilkunastu latach głównie z powodu małej opłacalności hodowli tych zwierząt. Z unijnego programu wsparcia dla rolników utrzymujących owce korzystają dotychczas tylko gospodarstwa w pięciu województwach Polski południowej. Świętokrzyscy owczarze liczą, że unijne płatności za lata 2011-2013 obejmą także ich hodowle.

- Hodowla tych zwierząt to niewykorzystana szansa polskiego rolnictwa, ale związek hodowców owiec nie jest w stanie samodzielnie jej wypromować, a poza związkiem od lat nie ma inicjatywy, która by budowała rynek krajowy dla owczarstwa - mówił Domański.

Zgodnie z unijnym programem, hodowcy przypada rocznie 30 euro dopłaty do każdej owcy. Aby uzyskać dopłatę, rolnik musi posiadać stado liczące przynajmniej 10 owczych matek, objętych systemem identyfikacji i rejestracji zwierząt oraz minimum hektar gruntu, zakwalifikowanego przez ARiMR do korzystania z unijnej dopłaty z tytułu użytkowania rolniczego.

Obecnie owce hodowane są na mięso, jeszcze kilkanaście lat temu trzymano je przede wszystkim dla pozyskania wełny i skór - na modne wówczas kożuchy. Zmiana kierunku chowu spowodowana została zapotrzebowaniem na jagnięcinę ze strony niektórych krajów UE - głównie z Włoch. Za jagnięta wywożone tam przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem uzyskuje się najlepsze ceny.

W innym czasie za eksportowe jagnię można dostać jednak tylko ok. 200 zł, podczas gdy roczny koszt utrzymania owcy szacowany jest na 400 zł. Owce rodzą przeciętnie jedno jagnię rocznie, zaś mięso ze starych sztuk jest bardzo tanie - można za nie uzyskać mniej niż 2 zł za kg, czyli ok. 120 zł za sztukę.

- Ponieważ tego mięsa nie da się przygotować do konsumpcji tak szybko jak drób czy wieprzowinę, w kraju brak tradycji jedzenia baraniny. Jagnięcina, łatwiejsza w przygotowaniu, jest z kolei bardzo droga, toteż - choć to cenne, lekkostrawne mięso - niewielu Polaków sięga po ten delikates - wyjaśnia lider świętokrzyskich hodowców.