Herbert Schaible twierdził, że taki obowiązek wcale nie wynika z unijnego prawa i złożył skargę do sądu w Stuttgarcie. Niemiecki sąd z kolei uznał, że w tej sprawie powinien się wypowiedzieć Trybunału Sprawiedliwości UE.


Trybunał orzekł w czwartek, że obowiązek znakowania kóz i owiec nie narusza wolności prowadzenia działalności gospodarczej, bo ma na celu ochronę sanitarną i walkę przeciwko chorobom zwierząt (sygn. C-101/12).

Trybunał zwrócił uwagę na to, że do czasu wystąpienia epidemii pryszczycy w 2001 r. hodowcy owiec i kóz musieli jedynie znakować owce i kozy za pomocą kolczyków lub tatuażu oraz prowadzić rejestr tych zwierząt w jego gospodarstwie. Gdy jednak wybuchła epidemia, okazało się to niewystarczające - nie można było prześledzić pochodzenia owiec. W efekcie trzeba było dokonać uboju kilku milionów zwierząt. Potem okazało się, że spora liczba zabitych zwierząt nie była zainfekowana pryszczycą.

Trybunał przypomniał, że właśnie dlatego Rada UE przyjęła 17 grudnia 2003 r. rozporządzenie ustanawiające system identyfikacji i rejestrowania owiec i kóz. Zgodnie z nim każde zwierzę musi być indywidualnie oznakowane za pomocą dwóch środków identyfikacyjnych, czyli tradycyjnego kolczyka w uchu oraz urządzenia elektronicznego. To drugie może być w różnej postaci: elektronicznego kolczyka, kapsułki ceramicznej, wszczepianego elektronicznego przekaźnika lub znaku elektronicznego na pęcinie. Oprócz tego dane każdego zwierzęcia muszą być zapisane w rejestrze gospodarstwa, a gdy koza lub owca opuści gospodarstwo, zmiana miejsca jej pobytu jest rejestrowana w specjalnym dokumencie towarzyszącym zwierzęciu.

Trybunał podkreślił, że dzięki temu można prześledzić pochodzenie każdego zwierzęcia i w razie choroby zwierząt zapobiec epidemii.

W Polsce obowiązek znakowania kóz i owiec przeznaczonych do handlu wynika z ustawy z 2004 r. o systemie identyfikacji i rejestracji zwierząt.

Podobał się artykuł? Podziel się!