- W dyskusji o ewentualnym wprowadzeniu zakazu hodowli norek amerykańskich problemem nie jest to, że lobby branży futrzarskiej przeprowadza swoją kampanie PR-owskie, ale to, że część z dziennikarzy opisujących tę sprawę zachowuje się tak, jakby nie mieli świadomości, że biorą udział w grze rozpisanej przez przedsiębiorców - powiedziała poseł Prawa i Sprawiedliwości Joanna Lichocka.

Zdaniem Lichockiej ilustracją tego zjawiska był program Jana Pospieszalskiego "Warto rozmawiać" poświęcony debacie o zakazie hodowli.

- Jan Pospieszalski nie dochował należytej staranności dziennikarskiej, gdyż nie poinformował opinii publicznej, że gdy cytował portal wsensie.pl, to cytował portal założony przez hodowców norek. Podobnie nie poinformował, że gdy dawał głos panu Podgórskiemu z Instytutu Gospodarki Rolnej, to wybrzmiewał głos człowieka z podmiotu założonego przez tych przedsiębiorców. Podmiotu, który nie jest przecież żadnym instytutem naukowym, tylko firmą założoną przez branżę futrzarską - dodała poseł.

Jak stwierdziła Lichocka, w debacie o branży futerkowej po stronie hodowców wyróżniają się trzy podmioty. "Są to portal wsensie.pl, Instytut Gospodarki Rolnej i Fundacja Wsparcia Rolnika POLSKA ZIEMIA. W wielu mediach, tak jak to było w "Warto rozmawiać", tworzy się wrażenie, że za hodowcami opowiadają się liczni eksperci, podczas gdy w rzeczywistości są to ludzie pracujący w firmach założonych przez hodowców norek. To jest de facto jeden głos - wyjaśniła.

- Dziennikarze, którzy dają się na to nabrać, popełniają tym samym błąd warsztatowy i nierzetelnie informują społeczeństwo. Chcąc nie chcąc, biorą tym samym udział w akcji propagandowej branży futrzarskiej. A mówimy tu o przedsięwzięciu, na które idą bardzo duże pieniądze - podkreśliła Lichocka.

Poseł zaapelowała, by "dziennikarze sprawdzali źródła i informowali opinię publiczną, komu oddają głos w swoich programach, audycjach czy tekstach dziennikarskich".

Podobał się artykuł? Podziel się!