Niewielkie dochody z prowadzonej produkcji rolnej to bolączka wielu gospodarstw. Pomysłów na poprawę sytuacji jest wiele. Jednym z nich jest pszczelarstwo. Niejednokrotnie wypływa on w sposób naturalny - w gospodarstwie jest kilka uli. Jak wynika z danych statystycznych, 20 proc. wszystkich rodzin pszczelich w Polsce jest w rękach rolników posiadających od 1 do 3 ha ziemi. W gospodarstwach 3-5 ha, jest ich 10 proc., a w tych o powierzchni między 5 a 10 ha, kolejne blisko 20 proc. Zatem prawie połowa rodzin pszczelich skoncentrowana jest w gospodarstwach o niewielkiej sile ekonomicznej, stale poszukujących alternatywnych kierunków produkcji.

Może zatem warto rozwinąć pasiekę? Rodzi się jednak pytanie - czy angażując się w pszczoły, można uzyskać na tyle godziwe dochody, aby utrzymać rodzinę?

Prowadzenie pasieki może stanowić podstawowe źródło utrzymania całej rodziny, wymaga jednak jednoczesnego spełnienia kilku warunków. Pierwszym z nich jest rezygnacja ze stacjonarnego charakteru pasieki, drugim - zwiększenie skali produkcji (liczba rodzin pszczelich), a trzecim sprzedaż bezpośrednia miodu.

ULE TRZEBA WOZIĆ

Pasieka stacjonarna nie dostarcza dużego dochodu, bo nigdy nie jest duża. Jej wielkość ogranicza ilość dostępnych dla pszczół roślin miododajnych, rosnących w promieniu efektywnego lotu pszczół, czyli ok. 1,5 km (wiosną mniej). Ponadto korzystają one z zaledwie 1-2 roślin w sezonie, dostarczających towarową ilość miodu. W konsekwencji, z kilkunastu uli ustawionych w jednym miejscu, pszczelarz odbiera po kilka do kilkunastu kg miodu.

Gospodarka wędrowna diametralnie zmienia wielkość bazy pożytkowej i ilość roślin w sezonie, z których pszczoły zbierają pożytek. Przewożąc rodziny kolejno na rzepak ozimy, robinię akacjową lub kwitnącą w tym samym czasie malinę, a następnie lipy lub grykę i wreszcie wrzos, można kilkukrotnie zwiększyć wydajność miodową pasieki. Zmiana charakteru pasieki ze stacjonarnej na wędrowną ogranicza też wahania wielkości produkcji miodu w kolejnych sezonach. W pasiece stacjonarnej korzystającej np. głównie z robinii akacjowej, jeśli przyjdą silne przymrozki majowe, dochodzi do przemarznięcia kwiatów lub nie rozwiniętych jeszcze pąków kwiatowych. W efekcie cały sezon pasieczny jest stracony. Kolejnego tak obfitego pożytku już nie będzie. W pasiece wędrownej jeden stracony pożytek nie przekreśla szans na udany sezon.