Międzynarodowe organizacje są zaskoczone tak dużą skalą nagłego spadku populacji pszczoły miodnej. Wyginęła niemal połowa pszczół we Francji i jedna czwarta w Niemczech. Zaniepokojona możliwymi długoterminowymi konsekwencjami tego zjawiska, zarówno dla środowiska naturalnego, jak i przemysłu żywnościowego, Unia Europejska podjęła kroki, by im zapobiec.

W listopadzie 2011 roku, Parlament Europejski głosował za podjęciem bardziej stanowczych działań, aby chronić pszczoły w Europie. W ślad za powziętą rezolucją, podjęto liczne dodatkowe decyzje: zwiększono fundusze na badania i zaostrzono wymagania, co do oznakowania pestycydów oraz podjęto szereg inicjatyw zachęcających firmy farmaceutyczne do opracowywania produktów zwalczających choroby pszczół.

Pośród inicjatyw fundowanych przez Unię Europejską, znajduje się również projekt BEE DOC. Wynikiem współpracy 11 uniwersytetów, są nowe strategie diagnozowania i zapobiegania chorobom pszczół oraz nowatorskie (również niechemiczne) metody ich leczenia.

Dodatkowo, zakrojona na szeroką skalę inicjatywa STEP, zajmuje się badaniem nie tylko zjawiskiem wymierania populacji pszczół (dzikich i hodowlanych), ale też jego konsekwencjami dla upraw i kwiatów, które są przez zapylane przez owady.

W wyniku pszczelego kryzysu Europa ponosi bowiem ogromne straty. Każdego roku Europa produkuje około 200 000 ton miodu, a ponadto, na całym kontynencie europejskim, rozwój 84 proc. gatunków roślin, zależnych jest od zapylenia. Szacuje się, że wartość owadów zapylających dla rolnictwa wynosi ponad 14,2 miliarda euro.

Po latach spekulacji, powoli krystalizują się prawdopodobne teorie na temat wymierania pszczół. W 2011 roku francuscy badacze odkryli, że owady te, zainfekowane nową odmianą pasożytów, ginęły w rezultacie nawet minimalnego kontaktu z pestycydami. Do możliwych przyczyn zjawiska ich wymierania, zalicza się również zsumowane działanie pasożytów, wirusów i grzybów.

Na takie badania czekali hodowcy pszczół, tacy jak Jane Moseley - właścicielka trzech uli będących schronieniem dla 180 000 pszczół. Każdego tygodnia musi ona sprawdzać plastry pod kątem ewentualnych schorzeń czy pasożytów zagrażających kolonii.

- Jako hodowcy, musimy mieć świadomość wielu czynników, które mogą spowodować zagrożenia - mówi Moseley, która jest jednocześnie Sekretarzem Generalnym Brytyjskiego Stowarzyszenia Hodowców Pszczół. - Uważam, że cały czas mamy do czynienia z sytuacją kryzysową - dodaje.

Eksperci pracują nad naukowymi metodami walki z zagrożeniami dla pszczół. Powstaje jednak pytanie czy sami hodowcy również mogą pomóc. - Nawet jeśli mieszkasz w mieście, małe działania - takie, jak zasadzenie na balkonie kwiatów bogatych w nektar i pyłki, mogą pomóc - mówi Moseley. - Nie trzeba być hodowcą pszczół, by stać się ich opiekunem.

Podobał się artykuł? Podziel się!