Ciężkie konie zimnokrwiste stały się w ostatnich kilkudziesięciu latach nieomal bezużyteczne. Hodowcy w Polsce znaleźli jednak inne wyjście na ich wykorzystanie - zaczęli produkować żywiec koński, który najchętniej eksportowany jest do Włoch, czy Francji.

Paradoksalnie produkcja koni rzeźnych na eksport pozwoliła na utrzymanie w Polsce znacznego pogłowia koni zimnokrwistych i dzięki temu w ogóle te konie mamy – powiedziała dr Polak, podczas Kulinarnej Akcji Bezpośredniej pt. „Rasy rodzime zwierząt gospodarskich” zorganizowanej przez Slow Food Warsaw.

Niestety przy typowo mięsnym kierunku użytkowania, stosowanie w rozrodzie reproduktorów ciężkich ras zachodnioeuropejskich w celu poprawy cech opasowych potomstwa miało negatywne konsekwencje. Prowadziło to do zwiększenia limfatyczności oraz  zatracenia cennych cech adaptacyjnych rodzimych koni zimnokrwistych.

W 2008 roku programem ochrony zasobów genetycznych zwierząt gospodarskich objęto dwa rodzime typy koni zimnokrwistych – sztumskich i sokólskich, aby przeciwdziałać zatraceniu cennego genotypu tych koni.

Obecnie programy cieszą się dużym zainteresowaniem wśród hodowców i pozwalają na odbudowę populacji tych ras. W 2008 roku do programu ochrony przyjęto 320 klaczy sokólskich oraz 219 sztumskich. Według stanu na dzień 30 czerwca 2011 liczba klaczy sztumskich zakwalifikowanych do programu wzrosła do 552, a sokólskich do 680.

I tu powstaje pytanie –  co z tymi końmi robić? Bo to, że je chronimy to dobrze, pozwala to na odbudowę populacji.  Jednak co się stanie kiedy dopłaty znikną? To jest właśnie duży problem – bo kiedy znikną dotacje, mogą zniknąć również objęte programami rasy – powiedziała dr Polak.

W związku z tym usiłujemy zaimplementować to co robi się na zachodzie, czyli promować tradycyjne użytkowanie koni zimnokrwistych – kontynuowała.

Jak wyjaśniała w wielu zachodnioeuropejskich krajach doskonale funkcjonuje to w niedużych, czasem specjalistycznych gospodarstwach.

Prowadzą je zazwyczaj ludzie młodzi, którzy przeprowadzają się z miast na wieś, chcąc powrócić do ekologicznego stylu życia – wyjaśniała.

Niektórzy mają winnice, a inni produkują warzywa  w sposób bardzo ekologiczny i wykorzystują do tego konie . Rezygnują z maszyn, które wpływają negatywnie na przykład na strukturę gleby. Mam znajomych i w Niemczech i we Francji, którzy mają całkiem spore gospodarstwa do 50 ha, które są obsługiwane wyłącznie przy pomocy koni roboczych – mówiła dr Polak.

Na taką mikroskalę funkcjonuje to bardzo fajnie, jednak czy przyjmie się w Polsce, to wielki znak zapytania. Na razie jest niewiele osób, które się w to "bawią", natomiast jest coraz więcej imprez, które promują wykorzystanie robocze koni.  Są to zawody albo w orce sportowej, które się odbywają na południu Polski, albo w zrywce sportowej w Wejherowie.  Takie imprezy mają za zadanie promowanie tych ras, ale są również dobrą zabawą – podsumowuje.