Państwowa hodowla prowadzona jest w celu ochrony i doskonalenia najcenniejszego materiału genetycznego ras - czystych i półkrwi - dla potrzeb hodowli krajowej, a także w celu zachowania ras rodzimych. W osiemnastu państwowych stadninach na początku 2013 r. hodowano prawie 3 tys. koni, w większości były to ogiery, udostępniane hodowcom jako reproduktory. Hodowlę koni nadzoruje Agencja Nieruchomości Rolnych.

Brak wiedzy o rzeczywistych kosztach takiej działalności, a nawet o tym czy działalność związana z hodowlą koni przynosi zyski, czy straty - to, jak wynika z raportu NIK, nieprawidłowości jakie Izba wytknęła ANR.

Agencja Nieruchomości Rolnych odpowiada, że zarzuty NIK o tym, że nie prowadziła analizy ekonomicznej opłacalności hodowli koni są nieprawdziwe. Podkreśliła też, że od lat prowadzi takie analizy i ma świadomość deficytowego charakteru hodowli koni. Zapewniła, że konie z państwowych stadnin nie są i nigdy nie były sprzedawane na rzeź.

Dopiero kontrolerzy ustalili, że zaledwie w ciągu dwóch lat (2011-2012) hodowla koni przyniosła straty w wysokości 18 milionów złotych. Straty poniosły wszystkie kontrolowane stadniny. Wynikały one przede wszystkim z utrzymywania zbyt dużej liczby koni w stadzie obrotowym (czyli konie bez kwalifikacji do rozrodu, przeznaczone do rekreacji, sprzedaży hodowcom lub na rzeź), z ograniczonych możliwości sprzedaży koni oraz ze zmniejszonego zapotrzebowania na ogiery rozpłodowe.

Według raportu NIK nie przestrzegano procedur związanych z wyceną i sprzedażą koni. Trzynaście spółek objętych kontrolą w latach 2011-2013 sprzedało ogółem 1251 koni. Najniższą średnią cenę za rasowego konia uzyskała SK Krasne - 2,6 tys. zł (I półrocze 2013 r.), a najwyższą średnią cenę SK Janów Podlaski - 43 tys. zł (2011 r.). W stadninach brakowało jednak przejrzystych procedur, w efekcie pracownicy spółek w dowolny sposób wyceniali i sprzedawali konie.

Na przykład w Stadninie Koni Walewice sprzedano konie nielegalnemu pośrednikowi, który większość z nich odsprzedał na rzeź. Pośrednik za 36 koni zapłacił 82 tys. zł. 27 zwierząt przeznaczył na rzeź, a za ich mięso dostał 129 tys. zł. NIK powiadomiła o tej sprawie właściwego powiatowego lekarza weterynarii, który zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez pośrednika.