W poniedziałek z inicjatywy zwolnionych prezesów stadnin koni arabskich: Marka Treli z Janowa Podlaskiego i Jerzego Białoboka z Michałowa oraz Anny Stojanowskiej, byłego głównego specjalisty w ANR ds. hodowli czystej krwi arabskiej odbyła się konferencja prasowa, na której osoby te obszernie odniosły się do zarzutów Agencji uzasadniających ich odwołanie.

Prezesi zostali zdymisjonowali przez prezesa ANR Waldemara Humięckiego 19 bm. Początkowo Agencja nie podała uzasadnienia tej decyzji, pojawiła się ona po kilku dniach, a głównym powodem była "utrata zaufania". Decyzja ta spotkała się z oburzeniem środowiska w kraju i zagranicą, wiele krytycznych głosów padło ze strony polityków opozycji i mediów.

ANR uzasadniała też odwołanie "brakiem odpowiedniego nadzoru hodowlano-weterynaryjnego nad końmi arabskimi czystej krwi w przypadku Janowa Podlaskiego", "dopuszczeniem przez zarządy obu stadnin do pobierania przez zagranicznych kontrahentów większej liczby zarodków niż dopuszczają to polskie regulacje" oraz "zawieraniem przez zarządy obu spółek umów dzierżawy klaczy z zagranicznymi ośrodkami hodowlanymi w sposób, który nie zabezpieczył w pełni interesów polskich podmiotów oraz ograniczał możliwości dochodzenia roszczeń".

Brak nadzoru weterynaryjnego - jak argumentuje ANR - to do dopuszczenie do zgonu wycenionej przez Agencję na 3 mln euro, klaczy Pianissima. Jak wyjaśnił dziennikarzom Trela, choroba klaczy była niespodziewana. Jeszcze dzień wcześniej brała ona udział w jesiennym pokazie hodowlanym. Od chwili pojawienia się objawów do momentu, gdy znalazła się w Warszawie na stole operacyjnym minęły 4 godziny. Podczas operacji okazało się, że klacz ma skręt okrężnicy i jest już nie do uratowania, trzeba było ją uśpić. Jak mówił lekarz weterynarii Bernard Turek, kierownik zakładu dużych zwierząt SGGW, takiej choroby nie można przewidzieć. Przewód pokarmowy konia jest skomplikowany; jest to 30 metrów jelit i jeżeli zdarzy się kolka, to często konia nie da się uratować. Dodał, że czasem jest to możliwe, ale gdy operacja przeprowadzona jest w ciągu godziny od wystąpienia objawów.

Trela podkreślił, że przeprowadzenie takiej operacji na miejscu w stadninie było niemożliwe. Takich klinik, gdzie można dokonać takiej operacji, jest kilka w Polsce. Zaznaczył, że gdyby podjęto się operacji na miejscu i klacz by zdechła, "to wtedy mógłby się czuć winny".