- Sezon letni owce spędzą wokół kilku rozrzuconych w górach bacówek. Niespełna połowa z nich to zwierzęta należące do baców z okolic Nowego Targu na Podhalu. Jednak większość stad jest własnością miejscowych hodowców, głównie górali z Podhala, którzy na stałe osiedlili się w Bieszczadach - zauważył Kutyna.

Owce wypasane są wokół bacówek m.in. w okolicach Nowego Łupkowa, Średniej Wsi w Bieszczadach czy Krempnej w Beskidzie Niskim. W każdej bacówce stado liczy od 500 do nawet 1500 sztuk.

Jeden juhas opiekuje się co najmniej setką owiec. - Zwierzęta, nad którymi sprawuje opiekę, musi wydoić dwa, trzy razy w ciągu dnia. Pierwsze dojenie rozpoczyna się o czwartej rano, a ostatnie między siódmą - ósmą wieczorem. Udój całego stada trwa około dwóch godzin; owca daje do dwustu mililitrów mleka - wyjaśnił Kutyna.

Podczas wypasu w górach juhasi zajmują się także dostarczaniem mleka do mleczarni i wyrobem serów. Ważnym obowiązkiem jest również pilnowanie stad przed atakami wilków; w ubiegłym roku zanotowano ponad dwieście wilczych napadów.

Zdaniem Kutyny, "żeby zostać juhasem, trzeba być góralem z Podhala. - To jest praca dla wyjątkowo zaangażowanych i twardych ludzi - podkreślił.

W Bieszczadach i Beskidzie Niskim wypasa się owce dwóch ras - polską owcę górską i cakiel podhalański.

Są to zwierzęta niezbyt duże, lekkie. Dostarczają skóry, wełnę, chude mięso, mleko do wyrobu serów owczych. Należą do owiec dobrze przystosowanych do niekorzystnych warunków środowiskowych, np. opadów i niskich temperatur.

W latach 80. ubiegłego stulecia w Bieszczadach i Beskidzie Niskim wypasano prawie 40 tys. owiec.