- Sprzyjające warunki pogodowe w drugiej połowie sierpnia i we wrześniu sprawiły, że mamy dużo bardzo smacznego miodu z nawłoci i wrzosów - powiedział Bartoń. - Jesień nadrobiła fatalne warunki pogodowe dla pszczelarzy w lipcu - wyjaśnił.

Pszczelarze z Podkarpacia wytwarzają przede wszystkim tzw. miód spadziowy. Z podkarpackich pasiek pochodzi ok. 40 proc. tego rodzaju miodu w Polsce. Jest dwa-trzy razy droższy od innych miodów. Należy do produktów eksportowych.

- W tym roku na Podkarpaciu zebrano jedną trzecią normalnych zbiorów. Lepszy był rok dla tego miodu m.in. w Bieszczadach i okolicach Przemyśla, z kolei na pogórzach Strzyżowskim i Dynowskim spadź w tym roku prawie w ogóle nie wystąpiła - powiedział Bartoń.

W ocenie Bartonia, "miód spadziowy musi mieć ustabilizowana pogodę, a takiej w tym roku nie było". Pszczoły wytwarzają go ze spadzi drzew iglastych. Spadź, zwana też rosą miodową, w postaci kropel występuje latem na igłach i gałęziach świerka, modrzewia i jodły. Składa się głównie z soków roślinnych. Miody spadziowe mają m.in. walory lecznicze.

Na Podkarpaciu ponad 3700 pszczelarzy prowadzi 110 tys. rodzin pszczelich. W południowo-wschodniej Polsce na jeden kilometr kwadratowy przypada 6 rodzin pszczelich; przeciętna krajowa wynosi 3,5 rodziny na jeden km kw.

W tym roku z rodziny pszczelej pszczelarze na Podkarpaciu otrzymywali ok. 10 kg miodu.

Podobał się artykuł? Podziel się!