Nowe prawo dotyczące organizmów genetycznie zmodyfikowanych to realizacja przedwyborczych zapowiedzi Prawa i Sprawiedliwości. Zgodnie z nimi Polska ma być krajem wolnym od GMO. Także wtedy jeżeli zastrzeżenia będzie wyrażała Komisja Europejska.
- Interes państwa wymaga, żeby wyjaśnić ewentualne niejasności z Komisją Europejską. – mówi Jan Szyszko, minister środowiska.
Te niejasności to między innymi zakaz sprowadzania do Polski transgenicznych pasz. Co roku kupujemy grubo ponad 1,5 miliona ton śruty sojowej. Przeciwko temu protestują między innymi zakłady drobiarskie. Hodowla drobiu oparta jest na paszach przemysłowych, z czego 16% stanowi transgeniczna soja. Gdy nagle zabrakła jej na rynku wzrosłyby koszty produkcji.
- Rajmund Paczkowski, Krajowa Rada Drobiarska: Byłoby to zjawisko ograniczenia produkcji ze względu na koszty, gdyż konkurencyjnie byśmy przegrali z innymi państwami UE.
Branża zbożowo-paszowa przypomina, że w Unii Europejskiej obowiązuje wolny przepływ towarów i zakaz importu transgenicznych pasz będzie niezgodny z unijnym prawodawstwem. Ale konsekwencje prawne ze strony Brukseli to jedno, a sytuacja ekonomiczna firm to drugie. Bogdan Judziński – Izba Zbożowo – Paszowa: Popsujemy sobie konkurencyjność w stosunku do innych kraju Unii.
Projekt ustawy o organizmach genetycznie zmodyfikowanych został już zaakceptowany przez Radę Ministrów. Niedługo trafi do Sejmu. Zgodnie z nim zakaz sprowadzania surowców do produkcji pasz ma zacząć obowiązywać od 2008 roku.

Źródło: Agrobiznes