Wiceprzewodniczący sejmowej komisji rolnictwa Artur Dunin (PO) zaproponował w czwartek, żeby komisja rolnictwa wystąpiła z inicjatywą nowelizacji ustawy o paszach. Chodzi o przesunięcie terminu stosowania pasz GMO do 1 stycznia 2017 r.

Szef tej komisji Krzysztof Jurgiel (PiS) powiedział, że prezydium komisji rozpatrzy taką możliwość.

Wcześniej z podobną inicjatywą wystąpiło ministerstwo rolnictwa, które przygotowało projekt przedłużający możliwość wykorzystywania pasz genetycznie modyfikowanych do 2017 r. Projekt ten trafił już do konsultacji społecznych, ale resort wycofał się z dalszych prac nad projektem.

Jak wyjaśnił PAP wiceminister rolnictwa Andrzej Butra, resort chce, by sprawą zajęli się posłowie, bo to szybsza ścieżka wprowadzania zmian do ustawy. Dodał, że na temat resortowego projektu negatywnie wypowiedziało się Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które stwierdziło, że w ustawie nie powinno być zakazu używania pasz GMO.

Obowiązująca ustawa o paszach zakazuje stosowania pasz genetycznie modyfikowanych w żywieniu zwierząt, ale w 2008 r. posłowie obawiając się wzrostu kosztów produkcji, zwłaszcza drobiu i świń, wprowadzili memorandum na zakaz ich stosowania. Kończy się ono 31 grudnia 2012 r.

Po tej dacie nie będzie można w naszym kraju używać do pasz roślin GMO. Chodzi o soję genetycznie modyfikowaną. Choć ministerstwo dopłaca do upraw roślin pastewnych i strączkowych, które mogłyby być używane jako pasze, ich produkcja jest nadal niewystarczająca. Ponadto eksperci są zgodni, co do tego, że soja jest najlepszym komponentem pasz i w praktyce nie da się jej wyeliminować z tuczu zwierząt. Problem w tym, że ponad 90 proc. światowej produkcji tej rośliny jest genetycznie modyfikowana.

Według Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, zastąpienie soi innymi roślinami znacznie podniosłoby koszty produkcji i zmniejszyło konkurencyjność polskich producentów na rynku europejskim i światowym. Opinią tą podziela Izba Zbożowo-Paszowa oraz Krajowej Rady Drobiarstwa.

Komentarz redaktora:

Dyskusja w sprawie roslin genetycznie modyfikowanych (GMO) toczy się i toczy. Są zwolennicy i przeciwnicy. Kto ma rację? Nie wiem. Wiem jedno, ogromny wzrost populacji ludzi na świecie (jest nas ponad 7 mld, a za kilka dziesięcioleci będzie 10 mld!) wymusza poszukiwanie alternatywnych rozwiazań dotyczacych wydajniości, produktywności, plonowania, odpornosci na choroby, szkodniki itp. Odzwierciedla się w to oczywiście w efektywności produkcji. Pytanie jest jedno i zasadnicze. Jak dalekie ingerowanie w prawa przyrody jest możliwe bez szkody dla człowieka? Czy to co nam dzisiaj się wydaje jako bezpieczne, rzeczywiście jest? Utkwił mi w pamieci przykład mojego nauczyciela historii, który stwierdził, że upadek Cesarstwa Rzymskiego to w dużej mierze degeneracja elit wywołana stosowaniem jakże wówczas innowacyjnego rozwiązania w postaci rur wykonywanych z ołowiu. Ołów - dzisiaj wiemy, że jest to trucizna, dla rzymian była to świetna innowacja. Czym okaże sie GMO? Nie mam pojecia. Oby nie rurą z ołowiu.

Podobał się artykuł? Podziel się!