Powód, to krajowy bilans pasz białkowych, który ciągle jest ujemny. Import białkowych surowców paszowych wydaje się konieczny.

Spośród komponentów białkowych stosowanych w produkcji mieszanek paszowych w Polsce zdecydowaną większość, bo aż około 80 proc. stanowi śruta sojowa.

- Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że ewentualny zakaz stosowania w Polsce pasz GMO (w tym śruty sojowej) nie spowoduje ustania importu mięsa wieprzowego wytworzonego z udziałem takich pasz, więc tak naprawdę potencjalnym beneficjentem takiej ustawy będą zakłady mięsne z Niemiec, Danii, Belgii, Holandii, które chętnie wyeksportują jeszcze więcej wieprzowiny. Szczególnie wtedy, gdy dla krajowych producentów wzrosną koszty produkcji (poprzez wzrost kosztów żywienia), a taka sytuacja miałaby miejsce, jeżeli zakaz stosowania pasz GMO wszedłby w życie – tłumaczy dr Marian Kamyczek z Instytutu Zootechniki-PIB, Zakład Doświadczalny Pawłowice.

Według danych MRiRW, tylko w pierwszych miesiącach roku 2012 (I-IV), import mięsa wieprzowego do Polski wyniósł aż 183 498 ton.
- Jeśli taki poziom utrzyma się do końca roku to import roczny będzie wynosić około 550 tys. ton czyli 550 mln kg. Przyjmując liczbę mieszkańców wynoszącą 38,2 mln daje to 14,4 kg importowanej wieprzowiny średnio na mieszkańca. Faktycznie wskaźnik ten jest jeszcze wyższy, bo przecież liczbę konsumentów należy pomniejszyć np. o niemowlęta, wegetarian – tłumaczy dr Kamyczek.

Problem niedoboru pasz białkowych występuje również w innych krajach Europy.
- W Niemczech szacuje się, że roczne zapotrzebowanie białka z przeznaczeniem na pasze wynosi około 4 mln ton, a produkowanych jest jedynie 1,5 mln ton. Brakująca ilość białka około 2,5 mln ton uzupełniana jest importem śruty sojowej. Pomimo wysiłków, by zwiększyć produkcję białkowych pasz rodzimych np. roślin motylkowych napotykaną barierą jest rachunek ekonomiczny. W latach 2006-2010 w Niemczech średnia różnica między przychodami ze sprzedaży, a kosztami zmiennymi sprzedanej pszenicy wynosiła 700 €/ha. Dla grochu wartość ta wynosiła jedynie 40 €/ha, a po uwzględnieniu specjalnej premii w wysokości 55 €/ha wynosiła łącznie tylko 95 €/ha – tłumaczy doktor.

- Podobna sytuacja braku zainteresowania uprawą jest w Polsce, gdyż w ciągu ostatnich 30 lat areał upraw roślin strączkowych, pomimo wprowadzonych programów dopłat, zmniejszył się 3-krotnie - podkreśla dr Marian Kamyczek. Podobał się artykuł? Podziel się!