Andrzej Morawski jest przedstawicielem małej wytwórni pasz, produkującej dziennie kilkadziesiąt ton paszy na zaopatrzenie lokalnych rolników. Ma linię melasowania, natłuszczania, ekstrudowania pasz i linie produkcji pasz laboratoryjnych. Jego zdaniem soja pozwala uprościć produkcję paszy pod względem organizacyjnym, co sprawia, że duże wytwórnie preferują wytwarzanie takich pasz.

- Także dlatego, że praktycznie można codziennie je dostarczyć - mówił. - Nie potrzeba magazynować, tak jak ziarna roślin motylkowych. Receptury są dosyć proste, nieskomplikowane. I jeżeli to są duże wytwórnie, to linie technologiczne zostały przystosowane do produkcji pasz właśnie z soi. Przy produkcji pasz z rodzimego białka roślinnego wystąpi konieczność przystosowania wytwórni do możliwości magazynowania i możliwości linii technologicznych do produkcji właśnie tego typu pasz.

Aby podjąć wysiłek przystosowania, trzeba mieć pewność zbytu, a ją może zwiększyć znakowanie żywności:

- Jeżeli będzie popyt – bo żywność oznakowana może spowodować zwiększenie popytu – to jeżeli będzie zwiększony popyt, to wytwórnie będą właśnie poszukiwały pasz z udziałem rodzimych źródeł białka roślinnego.

Zdaniem wytwórcy, alternatywą dla soi mogą być też mączki mięsne. Wytwarzane przez niego pasze z roślin motylkowych znajdują popyt u rolników:

- Wytwórnia posiada jako takie zaplecze nieduże gospodarstwo rolne, jakieś 150 ha – mówił Morawski. - I tam, muszę powiedzieć, że od 4 lat uprawiam już rośliny motylkowe. Stworzyłem taką trójpolówkę i na razie ona zdaje egzamin. Czyli idą zboża – ze względu na to, że to są słabsze gleby – idzie pszenżyto. Potem owies – jako taka roślina sanitarna. I potem łubin. Łubin żółty, łubin wąskolistny. W tym roku spróbowałem część pola przeznaczyć na bobik. I jest rewelacyjny. Ale zobaczymy, jakie będą zbiory. Ale to jest produkcja pod potrzeby wytwórni i używana jest właśnie do produkcji pasz. Z rozmowy z rolnikami po prostu wiem, że z tych pasz są zadowoleni. Ale to wszystko wymaga jeszcze badań, opracowania receptur. Tak, że ja jestem optymistą.

Podobał się artykuł? Podziel się!