Chyba rację ma Józef Witold Nagrodzki, burmistrz Skaryszewa, że nie miesza się za bardzo w zmiany, jakie zachodzą na Jarmarku Końskim, z którego to podradomskie miasteczko słynie na całym świecie. Zmiany te są konieczne, gdyż handel końmi ma dzisiaj zupełnie inny charakter, niż wtedy, gdy skaryszewski jarmark przeżywał swoje najlepsze lata, i raczej trudno na nim budować jego przyszłość. Burmistrz nie chce jednak sterować tymi zmianami, chociaż, jak mówi, różni ludzie podsuwają mu różne pomysły. Chce, aby Jarmark Koński pozostał naturalnym chłopskim targiem, gdyż tak niewiele podobnych już u nas pozostało. Wszystkie inne stały się zlepkiem różnych kultur, sztucznym tworem, podtrzymywanym tylko dzięki zabiegom marketingowym. - W Skaryszewie będzie inaczej i basta - mówi ze swadą burmistrz Nagrodzki - niech chłopi sami decydują, czym Skaryszew ma być.

Od kilku już lat te zmiany to wyraźny napływ do Skaryszewa chłopskich rzemieślników. Jakby na przekór powszechnej opinii o zanikaniu w Polsce rzemiosła, skaryszewski jarmark odżywa właśnie dzięki niemu. Dzisiaj, aby dostać się do koni, trzeba przejść, a właściwie przecisnąć się, obok bogatych stoisk kowali, rymarzy, stolarzy, kołodziei. Między nimi rozstawiają się uliczne barki, gdzie można zjeść nie tylko wszechobecne kiełbaski i szaszłyki z rożna, ale i prawdziwe ludowe potrawy, takie jak zawijoki, pierogi, kapustę z grochem.

I dopiero po tym ludowym jarmarku przechodzi się do prawdziwego jarmarku końskiego. Zmienia się on co roku, zależnie od mody na konie. W tym roku królowały kuce, głównie szetlandzkie, chociaż zdarzały się także walijskie i felińskie. Ich właściciele mówią o prawdziwym boomie na te małe koniki, które „idą jak świeże bułeczki”. Co ciekawe, mimo dużego popytu ceny kucy spadły od ubiegłego roku. Ładne koniki można było kupić już za mniej niż 2000 zł, a tylko wyjątkowo urodziwe i młodsze wyceniano w granicach 3000 zł. Klacze są zwykle droższe od ogierków.

W tym roku duże było także zainteresowanie ogierami zimnokrwistymi, głównie dlatego, że rolnicy, którzy mają już ogiery, ale bez papierów, wymieniają je na mające potwierdzone pochodzenie. Ceny takich ogierów wahały się od 6000 do 10 000 zł, a najpiękniejszy, czarny jak diabeł, kosztował 15 000 zł i nie było mowy o żadnym targowaniu. Niezłą kobyłę można było kupić za 5000-6000 zł, a „matka 6 ogierów, z kształtnym uchem, do żarcia i do krycia” kosztowała 9000 zł.

Coraz bardziej oddalającym się wspomnieniem jest w Skaryszewie handel końmi rzeźnymi, który w ciągu minionych 20 lat kształtował charakter jarmarku. Nie ma już Włochów i Cyganów, których temperament, znawstwo koni i sztuka targowania się ożywiały ulice Skaryszewa. Nie ma też wielkich włoskich tirów, w których zbierano zakupione konie w centralnym punkcie jarmarku. Dzisiaj samochody polskich pośredników, kupujących konie dla Włochów, stoją na peryferiach jarmarku i nie zbierają się wokół nich tłumy ciekawskich. Spadły też ceny koni rzeźnych. W tym roku Włosi płacili tylko 6 zł za kg masy ciała koni starszych, a za źrebaki – 6,5 zł.

Źródło "Farmer" 07/2006

Podobał się artykuł? Podziel się!