Zgodnie z ustawą o paszach, zakaz importu transgenicznej soi miał wejść w życie 12 sierpnia. Przedsiębiorcy i rolnicy protestowali przeciwko temu przypominając, że Polska co roku importuje 2 mln ton takich wysokobiałkowych surowców i zastąpienie ich czymś innym jest po prostu niemożliwe.

Marek Przeździak, Rada Gospodarki Żywnościowej: - nie możemy jej niczym zastąpić, nie możemy doprowadzić do takiej sytuacji, że nasz przemysł paszowy, przemysł drobiarski, przemysł mięsny dotknie jeszcze głębszy kryzys niż mamy obecnie.

Wiktor Szmulewicz, KRIR: - nie możemy doprowadzić do tego, żeby nasze gospodarstwa, zwłaszcza drobiarskie, trzodziarskie, produkujące mleko, były niekonkurencyjne, miały pasze droższe niż mają w krajach UE.

Rząd zapewnia, że wszystko jest na dobrej drodze. W ostatni czwartek zakończyły się konsultacja międzyrządowe w sprawie nowelizacji ustawy o paszach.

Artur Ławniczak, wiceminister rolnictwa: - myślę, że bardzo szybko wypuszczamy to do prac na posiedzenie rządu i do prac sejmowych na pewno zdążymy przed sierpniem.

Ale plany rządu nie wszystkim się podobają. Ekolodzy twierdzą, że lata to przesada.

Marek Kryda, Polska Inicjatywa Agro-środowiskowa: - niewykonalne byłoby zrobienie w krótkim czasie, w tej chwili rewolucji na rynku pasz w postaci całkowitej eliminacji GMO, natomiast 4 lata zdecydowanie jest za długo. To powinien być okres powiedzmy może 6 miesięcy.

Ale zdaniem rządu 4 lata to minimum absolutnie potrzebne między innymi do rozwoju upraw wysokobiałkowych roślin strączkowych, które zastąpiłyby transgeniczną soję.

Źródło: Witold Katner/Agrobiznes