Na taki problem nie uskarżała się prawdopodobnie jeszcze żadne stolica województwa. Kozy stały się własnością miasta, ponieważ starsza Łodzianka nie radziła sobie już z opieką nad zwierzętami. Przekazała je dobrowolnie, ale niestety były one już w bardzo złym stanie. Kozy mają chore wymiona, a kozioł zdeformowane kopyta.

Na razie zwierzęta kurują się w domu tymczasowym w Chojnach, z którym gmina ma podpisaną umowę na przechowywanie zwierząt gospodarskich. Miesięcznie za utrzymanie jednej kozy miasto płaci blisko 150 zł. - Zwierzęta trafiły do tzw. gospodarstwa przejściowego, gdzie czekają na nowego właściciela. Sytuacja jest analogiczna jak w przypadku psów czy kotów, które trafiają do schroniska i również szukamy im nowych domów – mówi nam Grzegorz Gawlik z biura prasowego urzędu miasta Łodzi.

Pierwsze kozy trafiły pod opiekę miasta już w kwietniu ubiegłego roku. Dwa miesiące temu dołączyły do nich kolejne trzy. W tzw. międzyczasie przyszły na świat dwa koźlątka, które razem z matką prędko znalazły dach nad głową.  Jedna koza zdechła, pozostałe trzy wciąż nie mogą znaleźć nowego domu. Jak zapewnia pracownik biura prasowego miasta, kozy mają zapewnioną odpowiednią opiekę. - Oprócz odpowiedniej paszy, w naszym domu przejściowym mogą także liczyć także na opiekę weterynaryjną. Pokrywamy koszty leczenia, nie są to duże sumy - jednak jak dodaje Gawlik - Nie mamy w swoich zadaniach hodowli kóz, dlatego zależy nam na prędkim znalezieniu im właściciela.

Urząd jest zdeterminowany i szuka pomocy praktycznie wszędzie, ostatnio skontaktował się również z Izbą Rolniczą. Kóz magistrat nie może umieścić w schronisku dla zwierząt, bo przyjmuje ono tylko psy i koty. Odpada także zoo, bo obowiązuje tam tzw. zamknięty teren weterynaryjny. Dlatego bardzo liczy również na to, że sprawa po nagłośnieniu znajdzie swój finał.

 

 

Podobał się artykuł? Podziel się!