Konferencję zorganizował warmińsko-mazurski urząd marszałkowski. Jak mówiła Sylwia Jaskulska z zarządu województwa, samorządowi zależy na rozwoju sektora pszczelarskiego, który ma istotny wpływ na środowisko i produkcję rolno-spożywczą. Przypomniała, że żywność wysokiej jakości jest jedną z trzech - obok gospodarki wodnej i przemysłu drzewnego - tzw. inteligentnych specjalizacji regionu.

Jaskulska zwróciła uwagę, że wśród ok. 140 przedsiębiorstw należących do Europejskiej Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Warmii, Mazur i Powiśla jest 20 pasiek. - Zachęcamy państwa, żebyście wstępowali do tej sieci, a my będziemy promowali tę markę i to co w regionie mamy najlepsze - mówiła.

Z danych przedstawionych na konferencji wynika, że w ciągu ostatnich 10 lat liczba rodzin pszczelich w regionie zwiększyła się z ok. 100 tys. do ponad 140 tys. Pszczelarstwem zajmuje się obecnie ponad 3,5 tys. osób.

Według warmińsko-mazurskich pszczelarzy, ostatni sezon był bardzo dobry. Produkcja miodu w ub. roku wyniosła 1,5 tys. ton, co daje temu województwu ósme miejsce w skali kraju.

Zdaniem Henryka Kiejdo z Warmińskiego Związku Pszczelarzy w Rychlikach, region wyróżnia się w Polsce pod względem struktury pasiek. Jak mówił następuje przeprofilowanie i jest już sporo pasiek zawodowych, czyli posiadających ponad 150 pni, tzn. zasiedlonych uli.

Na Warmii i Mazurach występują największe gospodarstwa pasieczne, a przeciętna pasieka liczy tu ok. 40 rodzin pszczelich, podczas gdy średnia w skali kraju, to ok. 23 pni w pasiece. W regionie dominują pasieki średniej wielkości (21-50 uli), ale jest też sporo tzw. pasiek towarowych, czyli liczących powyżej 80 uli. Warmińsko-mazurskie jest obecnie na drugim miejscu w kraju - po woj. dolnośląskim - pod względem liczby pszczelarzy zawodowych.

Uczestnicy konferencji przyznawali, że pszczelarstwo może być biznesem dopiero przy odpowiedniej skali produkcji. Prezes Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Olsztynie Józef Zysk powiedział, że wśród pszczelarzy są oczywiście osoby, dla których to jedyne źródło utrzymania rodziny, ale - w jego ocenie - jest to możliwe przy pasiece liczącej przynajmniej 200-300 uli.

- Osobom, które chciałyby zostać pszczelarzami i zgłaszają się do mnie z pytaniem, ile można na tym zarobić, odradzam zajęcie się tą profesją. Pszczoły trzeba po prostu kochać. Pieniądze są oczywiście istotne, ale nie mogą być postawione na pierwszym planie - mówił.

Za pozytywne zjawisko uczestnicy konferencji uznali to, że w ramach sprzedaży bezpośredniej na rynek trafia aż 81 proc. miodu, a pozostałą część pszczelarze sprzedają w punktach skupu. W woj. warmińsko-mazurskim miód jest jednym z najchętniej kupowanych przez turystów produktów. Według pszczelarzy, tacy klienci są gotowi zapłacić nawet wyższą cenę pod warunkiem, że mają gwarancję kupna produktu wysokiej jakości.

Podobał się artykuł? Podziel się!