Wybór Bukowca Górnego, wsi w gminie Włoszakowice, na miejsce zawodów w powożeniu zaprzęgami był oczywisty. W liczącej ponad 300 domów wsi utrzymuje się około 300 koni. Jej mieszkańcy mają do tych zwierząt olbrzymi sentyment, przecież konie w Wielkopolsce nie są już wykorzystywane do pracy w polu, a służą jedynie do rekreacji i przyjemności. Pomysł szybko wcielono w czyn dzięki doskonalej współpracy Urzędu Gminy we Włoszakowicach, Powiatowego Kola Związku Hodowców Koni w Lesznie i sołtysa wsi Bukowiec Górny. Udało im się zainteresować tym pomysłem wielu okolicznych rolników, a nawet nadać tej imprezie charakter ogólnopolski.

Zawody odbywają się na wykupionym przez Urząd Gminy placu za wsią o powierzchni 3,5 hektara. Ich rozpoczęcie poprzedza wspaniała parada przechodząca z centrum wsi na miejsce imprezy. Bierze w niej udział kilkadziesiąt zaprzęgów konnych. W tym roku największy z nich liczył szóstkę koni.

Uczestnikami zawodów są przede wszystkim rolnicy – mieszkańcy kilku sąsiadujących ze sobą powiatów w Kościanie, Lesznie, Gostyniu, Rawiczu i Śremie. Doskonała renoma zawodów przyciąga pasjonatów powożenia również spoza Wielkopolski. W tym roku na 59 startujących blisko dziesięciu przyjechało z Lubuskiego, Dolnego Śląska i Mazowsza, a także z Krakowa. Wśród startujących aż siedem osób nosiło nazwisko patrona imprezy Józefa Lipowego, co świadczy o tradycji i olbrzymim zamiłowaniu do koni w tej rodzinie.
Trasa przejazdu miała 550 metrów i ustawiono na niej 15 przeszkód. Czas jej przejechania wynosił 1,5-3 minuty, zależnie od umiejętności powożących, i decydował o kolejności zawodników w poszczególnych kategoriach. Dodatkowe punkty karne otrzymywali oni za ominięcie przeszkody lub potrącenie słupków ograniczających szerokość najazdu. Zwycięzcami zostali: Artur Derenda z Dębowa (Lubuskie) w grupie bryczek dwukonnych, ciągniętych przez duże konie, Anna Klemczak z Krobi (Wielkopolskie) w grupie bryczek jednokonnych, Leszek Strużyński z Grodziska Mazowieckiego w grupie koni małych (koniki polskie, fiordingi) oraz Jarosław Bartkowiak ze Śmigla (Wielkopolskie) w grupie zaprzęgów ciągniętych przez kuce.

W konkursach brały udział bryczki różniące się wiekiem nawet o kilkadziesiąt lat. Wiele z nich zrobiono jeszcze przed drugą wojną światową, a najstarsze pochodziły z roku 1915, powożona przez Wojciecha Kosińskiego z Siedlnicy, i z roku 1920, powożona przez Marcina Urbańczyka z Włoszakowic. Idea ratowania starych, pięknych powozów – niektóre z nich mogły pomieścić nawet 9 osób, jest więc w pełni realizowana.
Zawody w powożeniu w Bukowcu cieszą się coraz większym zainteresowaniem. W tym roku oglądało je kilka tysięcy widzów, przyjeżdżających często całymi rodzinami. W wielu specjalistycznych stoiskach przygotowano dla amatorów powożenia i jazdy konnej szeroką ofertę sprzętu, a także różnego typu bryczki. Te ostatnie pochodziły zwłaszcza z rejonu Gostynia, gdzie jest wiele warsztatów zajmujących się odrestaurowywaniem starych bryczek i budową nowych na sprzedaż. Wiele z nich trafia na eksport, przede wszystkim do Holandii i Niemiec.

Zawody w powożeniu to nie jedyna impreza odbywająca się w Bukowcu, odbywa się tam także tradycyjny Hubertus, działa młodzieżowa sekcja jazdy konnej, licząca 30 osób. Świadczy to o odradzaniu się idei prawdziwej samorządności wśród mieszkańców wsi.

Źródło: "Farmer" 15/2005