PRZEGLĄD PRASY: W 80 proc. pasiek regionu grozę sieją pasożyty: zgnilec amerykański, zwany oraz warroza. Warrona to choroba, którą wywołuje szybko rozmnażający się roztocz – pisze Łukasz Winczura.

- Wygląda jak wesz. Przyczepia się do pszczół i wysysa z nich krew - opisuje Jan Wiktor, który ma hodowlę pszczół w podsądeckich Stróżach. Na razie nie znaleziono skutecznego lekarstwa na warozzę. Stosowane specyfiki mogą jedynie osłabić pasożyta.

Natomiast zgnilec amerykański zabija larwy pszczół. Wybija całe pasieki. Na nic się zdaje się łączenie rodzin, dokarmianie czy kupno najlepszych lekarstw.

Polskie prawo nie pomaga pszczelarzom. W przypadku stwierdzenia zgnilca złośliwego, powiatowy lekarz weterynarii wydaje nakaz likwidacji pasieki, a poszkodowany hodowca nie otrzymuje z tego tytułu żadnego odszkodowania. - W krajach unijnych, na przykład w Niemczech, właściciel pasieki za jedną rodzinę dotkniętą zgnilcem dostaje 100 euro - mówi Krzysztof Ankiewicz, wojewódzki lekarz weterynarii.

Z powodu braku rekompensaty wielu pszczelarzy nie zgłasza epidemii i faszeruje pszczoły antybiotykami, których ślady są później obecne w miodzie. - Taki miód nie jest trujący, ale jego spożywanie może doprowadzić do uodpornienia się człowieka na działanie niektórych antybiotyków - przestrzega Ankiewicz. W przypadku warrozy właściciel pasieki może liczyć na refundację.


Poseł Wiesław Woda, sam zapalony pszczelarz, chce to zmienić. Apeluje do ministra rolnictwa Marka Sawickiego o uporządkowanie prawa dotyczącego pszczelarstwa. Chce, by resort opracował długofalowy program zwalczania chorób pszczelich. Na najbliższym posiedzeniu Sejmu (8 stycznia) Woda złoży interpelację w tej sprawie. Ministerstwo Rolnictwa musi odpowiedzieć na propozycje Wiesława Wody w ciągu miesiąca.

Żródło: Polska - Gazeta Krakowska