PRZEGLĄD PRASY: (…) Liczby porażają pisze Arkadiusz Adamkowski, Krystyna Naszkowska. W strefie zapowietrzonej, czyli w promieniu 3 km od zakażonej fermy, są aż 52 wielkie kurniki z drobiem oraz 232 zagrody. Aż strach mówić, ile jest w większej strefie zagrożonej, czyli w promieniu 10km – obawiają się mieszkańcy. 

Nie oznacza to, że cały drób w zagrożonej strefie zostanie wybity. Będziemy działać rozważnie, by bez potrzeby nie powiększać strat. Wszystkie fermy będą pod ścisłą kontrolą i obserwacją weterynarzy - mówi doktor Ewa Lech, główny lekarz weterynarii. Straty materialne to według niej nie tylko wybicie 110 tys. kur, ale również koszty ich utylizacji, niszczenia pasz, czyszczenie kurników, zniszczenie jaj.

Dramat przeżywają hodowcy. Obawiają się, że teraz zostanie im przypięta metka hodowców spod Żuromina. Od soboty nie ma sprzedaży ani jaj, ani drobiu, skończyły się zamówienia, kontrahenci się wycofują, niedługo nie będzie pieniędzy na paszę – wylicza zdenerwowany Maciej Przywitowski właściciel fermy produkującej kilkaset tysięcy jaj dziennie.

Rynek drobiarski jest specyficzny - odpierają hodowcy. Chcemy jeszcze kiedyś na nim działać. Każde tego typu doniesienie oznaczałoby zerwanie z nami współpracy na amen.

Prawdopodobnie dziś Komisja Europejska poszerzy obowiązującyjuż zakaz eksportu drobiu z Polski o kolejne powiaty, a także wydłuży o dwa tygodnie, czyli do połowy stycznia następnego roku, zakaz eksportu z zagrożonych rejonów.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Podobał się artykuł? Podziel się!