Do takich osób należy pan Ryszard Jasiak z Wielkopolski. W hodowanym przez niego stadzie tuczników wykryto w lipcu obecność choroby Aujeszkiego.

Zgodnie z procedurami wkrótce zjawiła się tam komisja, która wstępnie oszacowała wagę zwierząt i na tej podstawie wstępnie wyliczyła wartość stada. Po dwóch dniach zwierzęta zabrano. Po dokładnym jednak zważeniu okazało się, że zwierzęta były znacznie cięższe niż wcześniej szacowano.

Zdaniem rolnika komisja niewłaściwie oceniła również wartość tuczników i kilku macior. Zaoferowała mu ceny znacznie niższe niż hodowcom w sąsiednich powiatach, dlatego pieniądze za zlikwidowanie stada nie wystarczą teraz na jego pełne odbudowanie – twierdzi hodowca.

Nawet jeśli program zwalczania choroby Aujeszkiego posiada pewne mankamenty to ogólnie działa poprawnie. Tak całą sprawę komentuje Inspekcja Weterynaryjna, która jednocześnie przypomina, że różnice cenowe w poszczególnych powiatach wynikają ze średniej cen jakie tam obowiązują.

Poszkodowanemu rolnikowi przysługuje jeszcze odwołanie się do sądu. Nie wiadomo jednak czy hodowca zdecyduje się na takie kroki. Tym bardziej, że wśród większości rolników panuje przekonanie o braku możliwości pozytywnego dla nich załatwienia problemu.

Źródło: Agrobiznes/ Radosław Bełkot