Senacka komisja rolnictwa zapoznała się we wtorek z wnioskami z raportu NIK "Działania organów administracji rządowej na rzecz bezpieczeństwa żywności".

NIK stwierdziła, że nadzór nad ubojem gospodarczym zwierząt i handlem produktami pochodzącymi z tego uboju na rynku krajowym był niedostateczny. Kontrolerzy dopatrzyli się nieskuteczności w działaniach Inspekcji Weterynaryjnej, dotyczących bezpieczeństwa żywności, przede wszystkim w zakresie nadzoru nad ubojem zwierząt w gospodarstwach i utylizacją powstających tak odpadów szczególnego ryzyka - poinformował wiceprezes Izby.

Łuczak podkreślił, że "wytwarzanie na potrzeby własne wyrobów z mięsa nie może stanowić pretekstu, by pomijać kontrolę jakości zdrowotnej i wprowadzać je na rynek detaliczny". Zdaniem Izby "system nadzoru powinien eliminować lub minimalizować ryzyko wprowadzania tych produktów na rynek".

Jak powiedział dyrektor Departamentu Rolnictwa i Rozwoju Wsi NIK Waldemar Wojnicz, z badania wynika, że kontrola nad bezpieczeństwem była zróżnicowana. Zaznaczył, że niedostateczny nadzór Inspekcji Weterynaryjnej oznaczał łamanie "żelaznych zasad" bezpieczeństwa żywności przez producentów, którzy np. nie przestrzegali obowiązku badania mięsa świń i dzików na obecność włośni czy handlowali takimi produktami na targowiskach bez wymaganych badań lekarsko-weterynaryjnych.

Zaznaczył, że skala szarej strefy takiego uboju była znaczna. W latach 2013-2014 nie objęto badaniami weterynaryjnymi ok. 2,5 mln świń i ok. 100 tys. tusz dzików. Ok. 95 proc. ubijanych w gospodarstwie cieląt była ubita poza kontrolą weterynaryjną - wyliczał Wojnicz.

Jak mówił "w ocenie NIK podstawowym źródłem nieprawidłowości jest usankcjonowanie tzw. uboju gospodarczego, który został dopuszczony na mocy art. 17 ustawy z 16 grudnia 2005 r. o "produktach pochodzenia zwierzęcego". Zauważył, że przyjęte rozwiązania nie sprzyjały prawidłowemu sprawowaniu nadzoru w gospodarstwach i praktycznie prowadziły do rozwoju szarej strefy. "Ubój zwierząt prowadzony był w nieodpowiednich warunkach, często nie mających nic wspólnego z humanitarnym uśmiercaniem zwierząt i właściwymi warunkami sanitarnymi podczas produkcji mięsa i przetworów" - powiedział dyrektor. Dodał, że takie regulacje prawne zostały wprowadzone pomimo negatywnych opinii środowiska weterynaryjnego i branży mięsnej.