Choroba niebieskiego języka
Jednym z takich przykładów jest choroba niebieskiego języka. To wirusowe zakażenie znane było do niedawna głównie z Afryki, gdzie siało spustoszenie wśród niewielkich przeżuwaczy. Choroba objawia się wysoką gorączką, zapaleniem jamy ustnej, któremu towarzyszy silne ślinienie, owrzodzenia, u owiec sinienie warg i języka (stąd nazwa), ronienia i niepłodność. W zeszłym roku chorobę niebieskiego języka po raz pierwszy wykryto w Belgii, Francji, Holandii, a nawet w Niemczech. W Polsce na szczęście nie stwierdzono dotychczas takiego przypadku, chociaż w sierpniu ubiegłego roku pojawiły się takie podejrzenia u bydła. Tę groźną chorobę  przenoszą drobne muchówki, tak jak komary malarię. Ponieważ owady te są wrażliwe na zimno, sądzono, że można je spotkać tylko w ciepłych krajach. Ten pogląd należy już do przeszłości. Muchówki mogą żyć w innych strefach klimatycznych. Dlatego choroba niebieskiego języka, uznawana za egzotyczną, może atakować nasze owce i bydło. Nadzieje wiąże się ze szczepieniami. Holenderska firma zamierza w przyszłym roku wypuścić specjalną szczepionkę przeciwko tej chorobie.

Drób w rejestrze
W Wielkiej Brytanii utworzono rejestr drobiu mający być jednym z narzędzi w walce z ptasią grypą. Obowiązkowo muszą być w nim rejestrowane gospodarstwa, które utrzymują 50 i więcej sztuk drobiu. Właściciele mniejszych stad są zachęcani do dobrowolnego rejestrowania ptaków. Rejestr stad pozwoli specjalistom z Ministerstwa Rolnictwa szybko dotrzeć do wszystkich miejsc, gdzie utrzymuje się drób, w wypadku wystąpienia w rejonie ptasiej grypy.

Befsztyki z laboratorium
Dla wielu ludzi z wrażliwym sumieniem fakt, że jedzą mięso pochodzące od zabitych zwierząt, stanowi poważny problem etyczny. Być może niedługo ich sumienie zostanie uspokojone. Kilka grup badaczy pracuje bowiem nad metodami wytwarzania mięsa w laboratoriach. Jeśli metody sprawdzą się w skali przemysłowej, nie tylko uchronią miliony zwierząt przed rzezią, ale pozwolą nam produkować wybrane, najlepsze gatunki mięsa. A co z golonką i flaczkami? – zastanawiają się amatorzy tych gorszych fragmentów zwierzęcej tuszy.