Do tej pory wykrycie choroby oznacza wstrzymanie działalności hodowlanej w promieniu 1,5 kilometra od miejsca jej zlokalizowania.

Na początku lipca ruszył długo oczekiwany program zwalczania choroby Aujeszkiego. Masowy pobór próbek rozpoczął się w 10 województwach. Do tej pory przebadano zaledwie 70 tysięcy stad spośród 370 tysięcy. Wstępne wyniki wskazują, że poziom zakażenia chorobą nie jest wysoki i wynosi zaledwie 2,5%.

Janusz Związek, zastępca Głównego Lekarza Weterynarii: rozpoczynając program sądziliśmy, że to będzie przedział od 5 do 10 procent. Ale już wiadomo, że nie przekroczy on 5%.

Uruchomienie programu pokazało jednak wiele mankamentów. Kontrowersje wśród hodowców wzbudza przepis, który w przypadku wykrycia choroby blokuje jakikolwiek obrót zwierzętami w promieniu 1,5 kilometra od ogniska choroby. To zagraża dużym hodowlom bo często w ich sąsiedztwie położone są małe gospodarstwa rolne, w których ryzyko wystąpienia choroby jest znacznie większe. Na wniosek hodowców Inspekcja Weterynaryjna chce znieść ten przepis.

Janusz Związek, zastępca Głównego Lekarza Weterynarii: doszliśmy do wniosku, że ten przepis można zluzować, czyli będzie to mniej restrykcyjne działanie w stosunku do tych gospodarstw, które znalazły się w tej strefie 1,5 kilometra.

Hodowcy liczą jednak na dalsze ułatwienia. Chcą, żeby program przyspieszono. Szczególnie w przypadku dużych stad hodowlanych.

Tadeusz Blicharski, Polski Związek Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej „Polsus”: złaszcza, że te stada mają uznany już status zdrowotny, potwierdzony przez lekarzy. Chcielibyśmy aby te stada niezależnie od harmonogramu były kontrolowane wcześniej, aby mogły prowadzić działalność.

Według planów, program zwalczania choroby Aujeszkiego najpóźniej w 2013 roku dobiegnie końca. Wówczas Polska uzyska status kraju wolnego od tej choroby. Dzięki temu uruchomiony zostanie eksport trzody chlewnej do innych krajów wspólnoty. Zwalczanie choroby będzie nas kosztowało 350 milionów złotych.

Źródło: Agrobiznes/ Radosław Bełkot