- Bardzo zależy mi na podawaniu miarodajnych i wiarygodnych informacji naukowych, a media ostatnio wypaczają ich sens – zauważa prof. Adam Grochowalski.

Przypomnijmy: to na badania profesora powoływali się obrońcy czystego powietrza w Krakowie. Ich zdaniem, zanieczyszczenie powietrza doprowadziło do skażenia jaj pochodzących od kur swobodnie po tym powietrzu spacerujących i pobierających pokarm leżący na ziemi, a zanieczyszczony dioksynami.

Profesor twierdzi, że nie znał wielu medialnych publikacji na temat badań zawartości dioksyn w jajach. Po tym, jak przesłaliśmy stosowne linki,  ustosunkował się do nich następująco:

„Media nie do końca chcą prezentować to, co mam w tej sprawie do powiedzenia.

Te badania były przeprowadzone losowo i nie można na ich podstawie generalizować.

Jakkolwiek problem zapewne jest.

Problemem jest jednak też i to, że instytucje działające z urzędu powinny takie badania przeprowadzić w odpowiednio dużej skali, aby uzyskać ich w pełni miarodajny wynik.

Jest takie angielskie powiedzenie: No Data - No Problem. Tu jednak problem powstał.

Pragnę też wyjaśnić, że media próbują podjąć tematykę oceny szkodliwości takich jaj.

Stanowisko w tej kwestii powinni zająć toksykolodzy.

Pragnę tez nadmienić, że dioksyny nie są toksynami, jak podawane to jest w mediach, a ich działanie rakotwórcze nie jest udowodnione.

Zakłócają one wydzielanie hormonów, są silnymi alergenami i obniżają zdolność immunologiczną u ludzi.

Nie podjąłem też i nie próbuję nawet porównywać, które jaja są zdrowsze: z wolnego wybiegu, czy klatkowe.

Badaniami objęta była tylko zawartość dioksyn.

Nota bene, wołowina zgodnie z rozporządzeniem Ministra Rolnictwa może zawierać dwa razy więcej dioksyn niż jaja.”

Tyle profesor, na którego powoływali się przeciwnicy smogu. Jak się okazuje, w swojej walce o czyste powietrze i zdrowie publiczne powinni uwzględnić jeszcze czystość intencji i zdrowe myślenie.