"Zadecydowały o tym wyniki zrobionej wcześniej inwentaryzacji i oględzin terenu. Lekarz weterynarii uznał, że pozostawienie ptaków w prywatnych gospodarstwach wiąże się z niebezpieczeństwem rozprzestrzeniania się choroby" - powiedział rzecznik prasowy Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii w Olsztynie Adam Wojtaszek.

Dodał, że drób jest zagazowywany na prywatnych posesjach. "Służby weterynaryjne zrobią wszystko, by odbywało się to w sposób humanitarny i jak najmniej szokujący mieszkańców" - podkreślił. Zapewnił, że gospodarze dostaną odszkodowania za zabite ptaki.

Sołtys Łępna Renata Korwel powiedziała PAP, że niektórzy mieszkańcy, zwłaszcza starsi ludzie, bardzo to przeżywają. "Próbują chować kury czy kaczki, zamykają je do piwnic lub zagród. W jednym z gospodarstw starsza pani schowała kury i gdy przekonywała weterynarza, że nie ma drobiu, kury wyszły przez okno" - powiedziała.

W czwartek mieszkańcy Łępna zapowiadali, że nie pozwolą na zabicie drobiu. Argumentowali, że Ministerstwo Środowiska nie pozwoliło na zabicie dzikich ptaków z leśniczówki w Taftowie pod Ornetą, gdzie także wykryto wirusa H5N1.

W przytulisku dzikich ptaków w Taftowie (Warmińsko- Mazurskie) wirusa ptasiej grypy wykryto we wtorek wieczorem u bociana białego i dwóch myszołowów. Ptaki najprawdopodobniej były karmione żołądkami indyków z ferm pod Płockiem, u których na początku grudnia wykryto wirusa H5N1. Było to piąte ognisko ptasiej grypy w Polsce.

Kolejne, szóste już ognisko choroby, wykryto w środę w odległej o 10 km od Taftowa wsi Łępno w powiecie elbląskim. Tu na ptasią grypę padło kilka kur w dwóch prywatnych gospodarstwach.

Źródło: PAP