Franciszek Kurowski jest właścicielem zakładu utylizacyjnego na Mazowszu. Codziennie spala tu pozostałości po uboju zwierząt. Dodatkowo jego zakład ma uprawnienia do utylizacji najniebezpieczniejszych gatunków zwierząt, takich jak bydło, gdzie ryzyko rozprzestrzenienia się BSE jest bardzo wysokie. Kilka tygodni temu rozpoczął utylizacje drobiu zarażonego ptasią grypą. Teraz ma z tym problem, bo powstała mączka zamiast zostać natychmiast spalona, do tej pory zalega w magazynach.

Franciszek Kurowski, właściciel zakładu utylizacyjnego Elkur – „Za zgodą powiatowego lekarza weterynarii i jego podpowiedzią, wysłaliśmy ją 2 stycznia do zakładów azotowych i po 2 dniach oczekiwania, zakład odesłał mączkę, bo nie było jakiegoś zezwolenia. Choć jeszcze 31 grudnia takie zezwolenie było.”

Wszystkiemu winne są nowe przepisy. Tak całą sprawę tłumaczy Inspekcja Weterynaryjna, która o ich zmianie nic nie wiedziała – stąd powstałe opóźnienia w wydaniu zgody na utylizację mączek.

Ewa Lech, Główny Lekarz Weterynarii – „Wystąpiliśmy w ubiegłym roku o taką zgodę ale okazuje się, że w tym roku zgodę wydają marszałkowie województw i z prośbą o zgodę wystąpiliśmy do marszałka województwa małopolskiego. Mamy nadzieję taką zgodę otrzymać.

Tymczasem właściciele zakładów utylizacyjnych ponoszą coraz większe straty związane ze składowaniem mączek. Nic więc dziwnego, że domagają się szybkiego uruchomienia linii do spalania tych odpadów.

Franciszek Kurowski, właściciel zakładu utylizacyjnego Elkur – „Ja nie wiem, gdzie są te mączki. Jeśli spalarnie nie działają, to gdzie są te tysiące ton mączek.

Według danych Głównego Inspektoratu Weterynarii, zalegających mączek mięsno-kostnych jest już blisko 20 tys. ton. To dwa razy więcej niż przed rokiem. Dodatkowo, pozostałości po ptasiej grypie jest jeszcze blisko 40 ton.

Źródło: Radosław Bełkot/Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!