Informacje z końca minionego tygodnia zelektryzowały całą branżę. Po ponad ośmiu miesiącach przerwy na Podlasiu znów zaczęły wybuchać ogniska ASF. Do tej pory oficjalnie chorobę potwierdzono w pięciu nowych lokalizacjach. Nie miejmy jednak złudzeń: na tym prawdopodobnie się nie skończy.

Tak jak przed wybuchem zeszłorocznych ognisk ASF, w ostatnich tygodniach docierały do nas optymistyczne informacje na temat szans wznowienia eksportu krajowej wieprzowiny na rynek chiński, oraz rozdzielenia ASF u dzików od ASF świń. I tak jak przed rokiem nadzieje pokładane w tych działaniach, praktycznie w jednej chwili legły w gruzach. Patrząc jednak na to, co działo się w ostatnich miesiącach w populacji dzików na Podlasiu, obecna sytuacja nie powinna być dla nas zaskoczeniem.

W piątek zadzwonił do nas jeden z rolników z okolic Białej Podlaskiej. W dość emocjonującej rozmowie wskazał on jednoznacznie winnych całej sytuacji: drobnych rolników lekceważących zasady bioasekuracji oraz lokalne służby weterynaryjne. Jego zdaniem mieszkańcy regionu od dawna nie mogą doprosić się zarówno o redukcję populacji dzików, jak i o likwidację produkcji świń w gospodarstwach, które za nic mają elementarne wymogi ochrony biologicznej obiektu. Wskazuje także na dramatyczną sytuację okolicznych producentów, którym na kilka tygodni zablokowano możliwość sprzedaży tuczników. 

Mówiąc o ostatnich ogniskach ASF nie sposób pominąć kwestii dzików. Praktycznie od początku roku, co tydzień słyszymy o kilku – kilkunastu nowych przypadkach choroby u tych zwierząt. W minionym roku ASF rozpanoszył się po znacznej części województwa podlaskiego, a także na wschodnim krańcu województwa mazowieckiego i w północnej Lubelszczyźnie. Jak na razie nie znamy drogi jaką wirus ASF przedostał się do gospodarstw, oczywiste jest jednak to, iż za ostatnie ogniska pośrednio odpowiadają dziki, u których w ostatnim czasie ASF występuje masowo.

Warto też przyjrzeć się gospodarstwom, w których wybuchły ogniska pomoru: biorąc pod uwagę fakt, że liczba utrzymywanych w nich świń wynosiła od 2 do 14 trudno oczekiwać, by gospodarstwa te spełniały jakiekolwiek standardy bioasekuracji. Prawdopodobnie więc, bezpośrednią przyczyną ostatnich ognisk choroby są drastyczne zaniedbania w tym zakresie. Pojawia się w tym momencie pytanie, co z obiecywaną od kilku lat likwidacją stad utrzymywanych w gospodarstwach nie spełniających żadnych wymogów ochrony biologicznej? Jak informuje nas wspomniany wcześniej rolnik, działanie to jest mrzonką, na Podlasiu wciąż jest wiele gospodarstw utrzymujących świnie, w których właściciele za nic mają jakiekolwiek zasady bioasekuracji.