Odkąd zostały potwierdzone dwa przypadki afrykańskiego pomoru świń w Polsce wprowadzono rygorystyczne środki ostrożności, których zadaniem jest ustrzec Polskę przed rozprzestrzenianiem się wirusa ASF. Jak tłumaczy prof. Zygmunt Pejsak z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego – nikt tak nie bada tych zwierząt w Europie i prawdopodobnie na całym świecie tak jak my to robimy.

- Tyle próbek ile zostało przez nas zgromadzonych, nikt na świecie nigdy tyle nie pobrał i nie pobiera w tej chwili - w takiej sytuacji jaką aktualnie mamy. Wokół tych dwóch przypadków wirusa ASF u dzików pobraliśmy próbki pochodzące ze 126 gospodarstw co daje łącznie 627 świń. Wszystkie świnie w promieniu kilku kilometrów zbadano – wszystkie próbki dały wynik ujemny – tłumaczy prof. Pejsak.

W ślad za pojawieniem się przypadków ASF w naszym kraju, Główny Lekarz Weterynarii wyznaczył strefę buforową, w której to restrykcje dotyczące postępowania z trzodą są niezwykle ostre – a według wielu rolników przesadne. Wyznaczenie strefy buforowej w części wschodniej Polski utrudniło życie mieszkających tam hodowców trzody chlewnej. Jednak jak tłumaczy prof. Pejsak – należy zrozumieć, że fakt wyznaczenia tak dużego obszaru zagrożonego jest celem uzyskania możliwości na sprzedaż tuczników z pozostałych regionów Polski.

Jest to podyktowane regulacją prawną obowiązującą w Unii Europejskiej, która mówi, że w przypadku wystąpienia lub potwierdzenia obecności wirusa ASF region, w którym wystąpił ten przypadek, zostaje zamknięty. W związku z tym żadna świnia z tego regionu nie może trafić na zewnątrz, ale z pozostałej części kraju świnie oraz mięso wieprzowe mogą być bez problemu sprzedawane na teren Unii Europejskiej.

W podobnej sytuacji znajduje się również Litwa, gdzie stwierdzono dwa przypadki wirusa afrykańskiego pomoru świń u dzików (jednego padłego oraz jednego ustrzelonego podczas polowania). W tym kraju strefa buforowa obejmuje sześć powiatów, a z pozostałej części kraju handel wieprzowiną odbywa się bez przeszkód – na tereny Unii Europejskiej.