Nikt nie podliczył i zapewne jeszcze długo nikt nie będzie w stanie zamknąć rachunku strat. Skutki polityczne też wciąż poznajemy.

Najpierw był komunikat Głównego Lekarza Weterynarii z 17 lutego: "w okolicach wsi Grzybowszczyzna, gm. Szudziałowo (woj. podlaskie) w odległości ok. 900 m od granicy z Białorusią, zidentyfikowano martwego dzika, w którego tkankach (…) wykryto materiał genetyczny wirusa afrykańskiego pomoru świń."

Próbki zostały pobrane 13 lutego. GLW wydał komunikat pod nieobecność ministra Kalemby: ten przebywał na Radzie Ministrów w Brukseli. "Na tym posiedzeniu również omawiana jest kwestia ASF, na wniosek Polski i Litwy z udziałem Komisarzy UE Daciana Ciolosa i Toniego Borga" - poinformowało ministerstwo.

I wszystko wskazuje na to, że wyjeżdżając na Radę Ministrów, Kalemba znał już wyniki badania dzika.

Następnego dnia (18 lutego) dowiedzieliśmy, że będąc w Brukseli: "Minister Kalemba poinformował o działaniach prewencyjnych podjętych przez polskie służby weterynaryjne od lutego 2011 r. oraz o wykryciu pierwszego przypadku wirusa tej choroby u dzika znalezionego na terenie Polski, w bliskiej odległości od granicy z Białorusią. Minister Kalemba zaapelował do KE o skuteczne działania w celu zniesienia barier w handlu wieprzowiną do Federacji Rosyjskiej i innych państw spoza UE oraz o wspieranie działań mających na celu ochronę przed rozprzestrzenianiem się ASF."

Od tego samego dnia wszystkie unijne państwa zostały potraktowane przez Rosję jednakowo: wprowadziła zakaz importu żywca (trzody chlewnej, bydła, owiec i kóz) z UE, uzasadniając go m.in. nowym wirusem ze Schmallenberga (SBV) oraz chorobą tzw. niebieskiego języka.

KE oszacowała, że wprowadzone embargo dotknie importu o wartości 75 mln euro. Uznała też, że zakaz importu jest niezgodny z zasadami Światowej Organizacji Handlu (WTO).

19 lutego przyszedł kolejny komunikat GLW: "padły dzik został znaleziony na terenie powiatu sokólskiego w okolicy wsi Kruszyniany (gmina Krynki) w dniu 15 lutego 2014 r., w pobliżu granicy z terytorium Białorusi i około 15 km od pierwszego przypadku ASF".

Można było spodziewać się najgorszego. Rynek skupu zareagował wręcz histerycznie. Bo i po co skupować mięso, skoro nie będzie go można sprzedać? Rolnicy zaczęli liczyć przerośnięte kilogramy i straty.