"Farmer": Jak oceni Pan działania rządu PiS-u dążące do zahamowania rozprzestrzeniania się wirusa ASF-u? Póki co tę batalię przegrywacie.

Jan Krzysztof Ardanowski: Problem ASF-u jest starszy niż rządy PiS-u, przecież pierwsze przypadki wirusa miały miejsce jeszcze w lutym 2014 r. Warto wrócić do tamtego momentu. Wówczas o sposobie zwalczenia tej choroby wiedzieliśmy naprawdę niewiele. Z jednej strony słyszeliśmy o tym, jak chorobę usunięto w niektórych krajach Europy Zachodniej, ale to rozwiązanie, ze względu na problem z dzikami, nie pasowało do polskich warunków. Dlatego jestem dość ostrożny w ferowaniu wyroków wobec PSL-u. W tym przypadku byli ministrowie - Marek Sawicki i Stanisław Kalemba - nie do końca wiedzieli, jak radzić sobie z tym problemem. Zresztą nie tylko oni. Ocena sytuacji nie była zbyt klarowna także ze strony naukowców i Głównego Inspektoratu Weterynarii. Teraz wiemy dużo więcej i możemy pokusić się o pewne wnioski. Być może gdyby wtedy na niewielkim obszarze kilku powiatów, gdzie wystąpiły pierwsze przypadki choroby, dokonano depopulacji dzików, to dziś problemu z ASF-em by nie było.

Czy wszystko można jednak zrzucić na dziki? Sporą rolę w przenoszeniu choroby odgrywa jednak tzw. czynnik ludzki.

To fakt. Wektorem przenoszącym chorobę są także ludzie i wcale nie mam tu na myśli wyłącznie hodowców czy handlarzy. Trzeba pamiętać też o firmach zaopatrujących gospodarstwa w pasze i być może także o lekarzach weterynarii, chociaż oni akurat temu zaprzeczają. Na baczności musi się trzymać cały łańcuch odpowiedzialny za produkcję trzody chlewnej.

Czy nie odniósł Pan wrażenia, że od kiedy choroba pojawiła się w Czechach i jest już naprawdę blisko takich krajów, jak Niemcy czy Dania, to pomoc ze strony Unii Europejskiej stała się bardziej zauważalna?

Niestety, we współczesnym świecie jest tak, że z nieszczęścia jednych cieszą się inni. Tak jest w naszym przypadku, gdzie jesteśmy wypychani z rynku przez konkurentów. Przecież od samego początku wybuchu choroby cała Unia powinna jasno opowiedzieć się za regionalizacją.