Informacja o przypadku ASF w Czechach stała się dla krajów Europy Zachodniej dużo poważniejszym problemem niż wszystkie razem wzięte ogniska epidemii w Polsce, na Łotwie, Litwie czy Ukrainie. W Niemczech oraz Danii zwołano specjalny sztab, który omówił obecną sytuację i określił pierwsze kroki na wypadek wystąpienia choroby. To pokazuje, że ryzyko przeniesienia ASF-u do krajów Europy Zachodniej nigdy nie było tak duże, jak obecnie. Pytania, która teraz zadawane są w wielu krajach, to: „Czy uda się zatrzymać rozwój choroby” i „Jak doszło do wystąpienia choroby w Czechach?”. Przecież Ukrainę, gdzie szaleje epidemia, od tego kraju oddziela Słowacja, z kolei ostatnie ognisko ASF-u w Polsce wystąpiło 500 km od czeskiego Żlina.

Niestety, zanim informacja o pierwszym przypadku ASF wśród dzików w Czechach obiegła Europę, szybko okazało się, że zwierząt padłych na afrykański pomór jest więcej, a choroba bardzo szybko się rozprzestrzenia. U naszych sąsiadów potwierdzono wirus u przynajmniej u 25 dzików (wciąż oczekiwane są wyniki badań 8 martwych dzików). Między innymi dlatego czeskie ministerstwo rolnictwa zdecydowało się na wprowadzenie szeregu przepisów zaostrzających bioasekurację. Zakazano wykorzystywania słomy, ponadto „gospodarstwa, które mają ubytki w ogrodzeniu, mają niezwłocznie je uszczelnić” - nakazuje oficjalny komunikat. Gospodarzom zwraca się również uwagę na obowiązek używania oddzielnej odzieży i obuwia do kontaktu z trzodą chlewną. Kto nie zastosuje się do tych wymogów, może liczyć na karę w wysokości 50 tys. koron w przypadku rolnika i do 2 mln koron – od przedsiębiorców i osób prawnych.

Jak na ostatnie zmiany reagują Czesi? - Trochę przypomina mi to działanie rodem z Polski. Obowiązków mnóstwo, podobnie jak zakazów i nakazów - śmieje się Sobeslav Beneś, którego z naszym krajem wiąże żona Milena, Polka. Jej rodzina kilkanaście kilometrów dalej ma gospodarstwo na Dolnym Śląsku. Stąd nasz rozmówca doskonale zna sytuację polskich rolników. - Wydaje mi się, że mogę obiektywnie ocenić rzeczywistość. Nasze rolnictwo jest daleko za waszym. Bioasekuracja? Te przepisy są bardzo życzeniowe. Nie słyszałem też, by któryś z moich kolegów otrzymał mandat. Co prawda, weterynarze ich odwiedzali, ale tylko im mówili, że powinno to wyglądać inaczej.