PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

ASF w Czechach - kto jest temu winien?

ASF w Czechach - kto jest temu winien? Wirus ASF (Shutterstock)

Autor: Tomasz Parzybut

Dodano: 12-08-2017 07:14

Tagi:

Czeska policja prowadzi śledztwo w sprawie wystąpienia wirusa ASF. Część mediów winą za przeniesienie choroby obarcza Polskę. Jak jest faktycznie? Postanowiliśmy przyjrzeć się sprawie. Przy okazji poznaliśmy nowe i niekonwencjonalne sposoby walki z chorobą.



Informacja o przypadku ASF w Czechach stała się dla krajów Europy Zachodniej dużo poważniejszym problemem niż wszystkie razem wzięte ogniska epidemii w Polsce, na Łotwie, Litwie czy Ukrainie. W Niemczech oraz Danii zwołano specjalny sztab, który omówił obecną sytuację i określił pierwsze kroki na wypadek wystąpienia choroby. To pokazuje, że ryzyko przeniesienia ASF-u do krajów Europy Zachodniej nigdy nie było tak duże, jak obecnie. Pytania, która teraz zadawane są w wielu krajach, to: „Czy uda się zatrzymać rozwój choroby” i „Jak doszło do wystąpienia choroby w Czechach?”. Przecież Ukrainę, gdzie szaleje epidemia, od tego kraju oddziela Słowacja, z kolei ostatnie ognisko ASF-u w Polsce wystąpiło 500 km od czeskiego Żlina.

Niestety, zanim informacja o pierwszym przypadku ASF wśród dzików w Czechach obiegła Europę, szybko okazało się, że zwierząt padłych na afrykański pomór jest więcej, a choroba bardzo szybko się rozprzestrzenia. U naszych sąsiadów potwierdzono wirus u przynajmniej u 25 dzików (wciąż oczekiwane są wyniki badań 8 martwych dzików). Między innymi dlatego czeskie ministerstwo rolnictwa zdecydowało się na wprowadzenie szeregu przepisów zaostrzających bioasekurację. Zakazano wykorzystywania słomy, ponadto „gospodarstwa, które mają ubytki w ogrodzeniu, mają niezwłocznie je uszczelnić” - nakazuje oficjalny komunikat. Gospodarzom zwraca się również uwagę na obowiązek używania oddzielnej odzieży i obuwia do kontaktu z trzodą chlewną. Kto nie zastosuje się do tych wymogów, może liczyć na karę w wysokości 50 tys. koron w przypadku rolnika i do 2 mln koron – od przedsiębiorców i osób prawnych.

Jak na ostatnie zmiany reagują Czesi? - Trochę przypomina mi to działanie rodem z Polski. Obowiązków mnóstwo, podobnie jak zakazów i nakazów - śmieje się Sobeslav Beneś, którego z naszym krajem wiąże żona Milena, Polka. Jej rodzina kilkanaście kilometrów dalej ma gospodarstwo na Dolnym Śląsku. Stąd nasz rozmówca doskonale zna sytuację polskich rolników. - Wydaje mi się, że mogę obiektywnie ocenić rzeczywistość. Nasze rolnictwo jest daleko za waszym. Bioasekuracja? Te przepisy są bardzo życzeniowe. Nie słyszałem też, by któryś z moich kolegów otrzymał mandat. Co prawda, weterynarze ich odwiedzali, ale tylko im mówili, że powinno to wyglądać inaczej.

W całej Republice Czeskiej zdecydowano się również na intensywny odstrzał dzików. Forma polowania i płeć dzików nie grają roli. Do dzików można strzelać na polach rolników, z wykorzystaniem lunet, noktowizorów czy nawet lamp w nocy, dotychczas zakazanych. Cel ma uświęcać wszelkie środki. Dodatkowo myśliwi mogą liczyć na wynagrodzenie - 1000 koron (160 zł) za każdą zastrzeloną sztukę - poinformował czeski minister rolnictwa Marian Jureczka. Jest zbyt wcześnie, by stwierdzić, że apel ministra odniesie skutek i doprowadzi do nagłego spadku populacji dzików. Faktem jest, że dziczyzna u naszego południowego sąsiada jest dużo bardziej popularna niż w Polsce, przez co popyt na mięso jest w tym kraju spory. Problem w tym, że podobnie jak u nas, dzików jest w Czechach dużo za dużo. - Od wielu lat mówimy o tym, że w Czechach mamy zbyt dużo dzików i nic się w tej kwestii nie zmienia - przyznaje Zbyněk Semerád, dyrektor Państwowej Administracji Weterynaryjnej.

Czy zapachowe płoty... zatrzymają migrację dzików?

Na całkiem oryginalny pomysł wpadł czeski minister rolnictwa. Jeszcze w lipcu, razem z urzędami gminy, zamierza rozpocząć budowę... pasów zapachowych. Imitują one zapach dzikich zwierząt, w tym niedźwiedzia i wilka, czym odstraszają dziki, sarny czy zające. Co ciekawe, zupełnie inaczej działają na ludzki węch - w ich pobliżu wyczuwalny jest zapach migdałów. - Zapachowe płoty stosowane są w różnych regionach naszego kraju. Ustawiane są na najbardziej uczęszczanych drogach, tak by dzika zwierzyna nie wyskakiwała na pas ruchu. Skoro tam zdają egzamin, to dlaczego miałoby nie wyjść na terenach ASF-u? - pyta retorycznie minister Marian Jureczka.

Preparat nie jest toksyczny dla wód gruntowych – w 100 proc. biologicznie degradowany. Ogrodzenie zostanie zainstalowane wokół drogi na długości ok. 50 km, czyli od miejscowości Łukasza do Fryšták, przez Zlin, Lipę, Wesoły, Slušovice i Hrobice. Płoty, do których bardziej pasuje nazwa „drewniane paliki”, na swoim czubku mają preparat - piankę impregnowaną przypominającą zwykłą piankę montażową. „Dziki, czując piankę, zawracają. Smród dla nich jest tak uporczywy, że są zmuszone cofnąć się, to stwarza duże możliwości dla myśliwych - powiedział Martika Balaštíková, radny ze Zlina. Montaż ogrodzenia wyniesie 300 tys. koron czeskich (ok. 48 tys. zł).

Jak doszło do wystąpienia ASF-u?

Dla wszystkich, którzy słyszeli o niechęci mediów i służb weterynaryjnych do polskich produktów spożywczych, nasza informacja nie powinna być zaskoczeniem. Kilka dni po wystąpieniu pierwszego przypadku choroby w czeskiej prasie pojawiły się artykuły szkalujące produkty i mięso z Polski, które nieustannie zalewa Czechy. Wedle przewidywań redaktorów, niepotwierdzonych żadnymi faktami, wszystko wskazuje na to, że chory dzik przybył z Polski.

Szkoda, że żaden z czeskich dziennikarzy nie zadał sobie trudu, by sprawdzić, jak wygląda bioasekuracja na przejściach granicznych. Według informacji, jakie Stowarzyszenie Rzeźników i Wędliniarzy RP uzyskało z Ambasady Polski w Bratysławie, wiemy, że na przejściu granicznym ukraińsko-słowackim nie stosuje się mat dezynfekcyjnych. Przekraczając granicę w Vyšne Nemecke,  bez problemów można wwieźć na teren Unii Europejskiej przetwory nie tylko z mięsa wieprzowego, lecz także ze szczególnie popularnej u naszych wschodnich sąsiadów dziczyzny. Sytuacja nie zmieniła się również po potwierdzeniu choroby ASF u padłych dzików. Dla przykładu: zupełnie inaczej jest na granicy polsko-ukraińskiej. – Od dłuższego czasu obowiązuje bezwzględny zakaz przewożenia przetworów, mięsa i wędlin. Większość Ukraińców samodzielnie przygotowuje wyroby, dokonuje gospodarskiego uboju, a mięso nie jest badane. Dlatego tak ważne jest blokowanie takiego towaru. Co ciekawe, bezwzględny zakaz wwozu wprowadził minister Mariusz Błaszczak. - A jak wyglądała sytuacja przed ministrem Błaszczakiem? Postanowiliśmy dopytać wysokiego rangą inspektora Głównego Inspektora Weterynarii, który prosił o zachowanie anonimowości. – Wszystko wyglądało mało profesjonalnie. Funkcjonariusz straży granicznej po prostu informował, że jeśli ktoś ma jakieś przetwory mięsne, to „może” je wyrzucić do kosza. Nikt kompletnie nie sprawdzał tego, czy osoba przekraczająca granicę dostosowała się do tego nakazu. 

Jak ważna jest szczelność granic, przekonujemy się nieustannie. W zeszłym roku Mołdawia wprowadziła bezwzględny zakaz wwozu mięsa i przetworów wieprzowych. Było to następstwem przeniesienia choroby ASF z Ukrainy. Jak wykazało przeprowadzone śledztwo, mieszkaniec przygranicznej Donduseni zaopatrywał się w mięso z pobliskiego Mohylewa Podolskiego na Ukrainie. Resztkami posiłków żywił świnie, od których został zapoczątkowany ASF w Mołdawii. Podobne wydawać by się mogło, niegroźne zdarzenie miało też miejsce kilkadziesiąt lat temu (w 1985 r.) w Belgii. Obywatel tego kraju przebywał na wakacjach w Hiszpanii, na koniec swojego pobytu zajechał na stację benzynową, gdzie kupił hot doga z kiełbasą chorizo. Prosto z podróży wybrał się do znajomego belgijskiego farmera. Jako że nie dojadł hot doga, rzucił go świniom. Później okazało się, że hiszpańskie chorizo było zarażone ASF-em. W konsekwencji doszło do uśpienia i zutylizowania wszystkich świń z zachodniej części Flandrii, która uznawana jest za „świńskie zagłębie”. Jak będzie w najbliższych miesiącach? Przekonamy się niebawem. Bezsprzecznie jednak „otwarte granice” są granicami nieodpowiedzialności i lekkomyślności naszych sąsiadów.

Artykuł ukazał się w sierpniowym wydaniu "Farmera"

 

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (5)

  • sy 2017-08-15 13:56:46
    dziki zostawic zieonym
  • Ja 2017-08-14 19:04:56
    Mistrzowie dosłownie potraktowali powiedzenie "nie dla psa kiełbasa" i nieszczęście gotowe. Trzeba było jednak kiełbasy i resztki mięsa dawać psom, to nie byłoby problemu.
  • asdf 2017-08-14 02:04:23
    Że tak powiem, a może dziki....
  • rolnik 2017-08-12 20:56:00
    Choroba pewnie dawno tam była tylko teraz wyszło szydło z worka.
  • rolnik podlaski 2017-08-12 08:45:43
    wirus potwierdzono już u 87 dzików
    https://www.svscr.cz/amp-mapy/
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.167.216.239
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!