Choć liczba ognisk ASF-u jest zatrważająca, to są to „tylko” oficjalne dane. Na wschodzie nikt nie ukrywa, że część przypadków prawdopodobnie nigdzie nie była zgłaszana. W dwóch obwodach (rowieńskim i wołyńskim) będących w pobliżu granicy z Polską, w sierpniu i wrześniu odnotowano osiem ognisk ASF-u. Jeden z nich pojawił się w miejscowości Kortelisy, oddalonej o niespełna 55 kilometrów od granicy z Polską.  W sumie na 24 ukraińskie obwody – ASF-u nie stwierdzono tylko w siedmiu z nich.

Ryzyko rozprzestrzeniania się choroby na przygraniczne województwa lubelskie i podkarpackie jest bardzo duże i to nie tylko ze względu na odnotowany ostatnio przypadek ASF-u. Spośród około 600 tysięcy sztuk trzody chlewnej znajdujących się w dwóch obwodach, około 500 tysięcy hodowana jest w niewielkich gospodarstwach rolnych lub chowie przydomowym, gdzie zasady bioasekuracji zazwyczaj nie są w ogóle przestrzegane. – Nie mam wątpliwości, że teren graniczny powinien być zabezpieczony płotem- mówi Janusz Rodziewicz, prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP.

Sytuacja na ukraińskim rynku trzody staje się dramatyczna. Z importu ukraińskiego mięsa po Mołdawii wycofują się kolejne kraje - Rumunia i Armenia.

>>>> Czytaj więcej: Mołdawia wprowadza blokadę na wieprzowinę z Ukrainy

Tylko w tym roku na walkę z ASF-em rząd ukraiński przeznaczył 25 milionów hrywien, co w przeliczeniu na polskie złote wynosi około 4 milionów zł. Państwowa Służba Weterynaryjna zwróciła się z prośbą o zarezerwowanie przez rząd kolejnych 200 mln. hrywien na przyszły rok. To cztery razy więcej niż pierwotnie przewidywano na ten cel. Ukraińskie Stowarzyszenie Agrobiznesu twierdzi, że nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się poprawić. Za to prognozuje, że w 2017 zostanie odnotowanych przynajmniej 110 nowych ognisk choroby.