Niemałe znaczenie ma problem ASF  (afrykańskiego pomoru świń) jaki dotknął Polskę, ale kluczowy jest chyba fakt, że polskie gospodarstwa osiągnęły znaczący postęp we wskaźnikach produkcyjnych zwierząt, co spowodowało zanik przedmiotu najpoważniejszych do niedawna debat.

W tej sytuacji, kolejnym krokiem na drodze dalszego postępu jest poprawa organizacji produkcji, w tym zagadnienia bioasekuracji i siłą rzeczy stały się one popularnym tematem. Pojęciem bioasekuracja nazywamy kompleksowy system zabezpieczenia gospodarstwa przed potencjalnie szkodliwym wpływem otoczenia, ale także zapobieganie rozprzestrzeniania się patogenów wewnątrz fermy. Jak każde rozwiązanie systemowe, także i to składa się z wielu elementów, a zaniedbanie choć jednego z nich spowodować może, utratę wydolności i skuteczności całego systemu.

Nie ma oczywiście możliwości stuprocentowego zabezpieczenia gospodarstwa przed przenikaniem potencjalnych zagrożeń i to sprawia, że niektórzy nie uważają starań w tym zakresie za sensowne. „Co z tego że zabezpieczę fermę przed wejście lisów, jak przylecą ptaki” – słyszy się nieraz. „Jak mam nie wjeżdżać ciągnikiem na teren gospodarstwa, a gdzie niby mam go trzymać”? Wbrew pozorom to ostatnie jest łatwe do rozwiązania. Wystarczy wydzielić w gospodarstwie strefy produkcyjne oddzielone wewnętrznym ogrodzeniem. I to właśnie jest prawdziwa bioasekuracja, która niestety stanowi duży koszt, dlatego bywa zaniedbana. A jest to poważny błąd, który często w konsekwencji kosztuje więcej niż właściwe wdrożenie systemu. Dlatego mówienie o bioasekuracji można traktować jak modę, ale sam system jest absolutnie konieczny.

Kiedy minie moda na mówienie o bioasekuracji? Wtedy kiedy mówienie o tym przestanie być potrzebne, zatem wówczas gdy wszystkie gospodarstwa będą odpowiednio zabezpieczone.