- Już dzisiaj mamy większość rynków zamkniętych. Jest to rynek Unii Celnej, Chin, Korei Południowej, Tajwanu. Największe rynki, tam gdzie eksportowaliśmy wieprzowinę są zamknięte. Wyłącznie z powodu pojawienia się przypadków ASF u dzików. Choroba nawet nie musiała wystąpić u świń. Jeżeli szybko sobie nie poradzimy z tym problemem, to nie będziemy mieli szans na odblokowanie tych rynków. Na razie te rynki deklarują, że jeżeli szybko uporamy się z pomorem i w ciągu 3-4 miesięcy nie będzie nowych przypadków, to mamy możliwość szybkiego odblokowania tych rynków - mówił w trakcie debaty Witold Choiński, prezes ZPM. 

Według ekspertów uczestniczących w spotkaniu, koordynacją działań w sprawie ASF powinny się zająć osoby najwyżej postawione w państwie, tak jak ma to miejsce np. na Litwie. Choiński twierdzi, że jeżeli przy premierze nie powstanie sztab kryzysowy, który będzie koordynował prace wszystkich podmiotów odpowiedzialnych za walkę z ASF, to branża mięsna i producenci świń sami nie uporają się z problemem pomoru. Może to oznaczać, że w ciągu najbliższych 2 lat budżet państwa poniesie koszty 30 mld zł wywołane zwalczaniem ASF w kraju. 

Oprócz tego uczestnicy debaty zorganizowanej przez Krajowy Związek Pracodawców-Producentów Trzody Chlewnej, podkreślali że trzeba się poważnie zastanowić nad likwidacją produkcji trzody chlewnej w małych gospodarstwach, gdzie nie są przestrzegane zasady bioasekuracji.

Niezbędne jest też zapanowanie nad populacją dzika, która w ostatnim czasie wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli. Według profesora Zygmunta Pejsaka z PIWet - PIB w Puławach - wirus w populacji dzików zginie naturalnie, gdy ich zagęszczenie będzie wynosiło 0,5/km2. Wtedy wirus przestanie się przenosić między zwierzętami i naturalnie zaniknie w populacji. Potrzebny jest tylko intensywny odstrzał. Niestety teraz marnujemy czas. Profesor zwrócił też uwagę, że cały czas brakuje podjęcia właściwych działań wyprzedzających. - Jesteśmy świetni w monitorowaniu sytuacji ale nieustaniie brakuje prowadzenia właściwej prewencji i skutecznych działań zapobiegawczych. 

Oprócz zagrożenia ze strony dzików, dzisiaj dochodzi spore ryzyko szerzenia się choroby przez watahy bezpańskich psów, które czasami podchodzą pod gospodarstwa. - Całe watahy psów swobodnie biegają po lasach. Powinny być likwidowane, bo są sporym zagrożeniem. Odpowiednie władze powinny się tym zająć - mówił Witold Choiński.

Na spotkaniu, rolnicy z Podlasia, podkreślali, że sytuacja z dnia na dzień jest coraz gorsza - rośnie niepokój społeczny. Jeżeli nic się nie zmieni to za dwa, trzy tygodnie ludzie wyjdą na ulicę i zaczną się prawdziwe protesty. Z tego co się teraz dzieje, wynika że dzik jest bardziej chroniony niż rolnik i jego produkcja - tłumaczył zgromadzonym Grzegorz Osmólski, producent trzody chlewnej z Podlasia.

Podobał się artykuł? Podziel się!