PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Chów świń z żytem i na ściółce

Chów świń z żytem i na ściółce Nowy obiekt oddano do użytku w 2011 roku, może pomieścić 1080 tuczników. Fot. B. Wojtaszczyk

Autor: Bartosz Wojtaszczyk

Dodano: 11-11-2015 07:42

Tagi:

Gospodarstwo Edmunda i Wojciecha Loose łamie przynajmniej dwa stereotypy – pomimo chowu ściołowego i wysokich dawek żyta – rolnicy osiągają godne uznania wyniki produkcyjne.



O gospodarstwie Edmunda i Wojciecha Loose wspomnieliśmy już w poprzednim wydaniu „Farmera”, przy okazji wizyty holenderskich rolników w naszym kraju. Jednym z punktów wycieczki było bowiem zwiedzanie fermy tuczników prowadzonej przez panów Loose. Gospodarstwo zrobiło na nas jednak tak pozytywne wrażenie, że postanowiliśmy odwiedzić je raz jeszcze i szerzej przyjrzeć się produkcji. Ferma łamie przynajmniej dwa często powtarzane stereotypy: po pierwsze w żywieniu tuczników zużywa się duże ilości żyta, po drugie chów w całości prowadzony jest w systemie ściołowym.

Gospodarstwo znajduje się w malowniczej miejscowości Łęg. Otoczona lasami wieś leży  niedaleko miejscowości Herby, pomiędzy Częstochową a Lublińcem. Walory krajobrazowe okolicy niosą jednak ze sobą utrudnienie dla producentów – Wieś leży na terenie Parku Krajobrazowego „Lasy nad Górną Liswartą”, co sprawia, że nie udało nam się uzyskać pozwolenia na budowę obiektu bezściołowego. Z konieczności prowadzimy chów na ściółce – tłumaczy Wojciech Loose. Pan Wojciech prowadzi gospodarstwo wraz z ojcem Edmundem. Dodatkowo zatrudniają również dwóch pracowników. Łączna obsada zwierząt wynosi w gospodarstwie 2000 tuczników, z czego 1080 utrzymywanych jest w nowoczesnej tuczarni oddanej do użytku w 2011 roku, a pozostałe – w chlewni pochodzącej z początku lat 80. minionego stulecia.

Nie boją się stosować żyta

Jedną z rzeczy, która zwróciła naszą uwagę już podczas pierwszej wizyty, jest rzadko spotykane w naszym kraju zastosowanie żyta w żywieniu trzody. Wśród rolników wciąż funkcjonują bowiem opinie na temat negatywnego wpływu tego zboża na wyniki produkcyjne świń. Całkowicie przeczy temu gospodarstwo rodziny Loose. Już w pierwszej paszy, jaką otrzymują warchlaki po transporcie, znajduje się ok. 10-proc. dodatek tego zboża, którego zawartość następnie systematycznie wzrasta.

– Podczas całego tuczu stosujemy 4 rodzaje mieszanek paszowych – tłumaczy Wojciech Loose. – Różnią się one między sobą zawartością białka, jak również rodzajem zastosowanych zbóż. Pierwsza mieszanka stosowana w żywieniu zwierząt o masie poniżej 45-50 kg zawiera 20 proc. białka i ok. 10 proc. żyta. Następnie dla zwierząt o masie 50-80 kg stosujemy pasze o zawartości białka wynoszącej 17 proc., w której udział żyta wynosi 30 proc. W przypadku ostatniej kategorii wagowej (powyżej 80 kg) stosujemy mieszanki paszowe zawierające w składzie 12,5 proc. śruty sojowej, a na dwa tygodnie przed sprzedażą zmniejszamy ją do 10 proc.

Tak duży udział żyta wynika nie tylko z chęci redukcji kosztów żywienia, ale przede wszystkim z jakości gleb w gospodarstwie. W jego skład wchodzi bowiem około 60 ha gruntów ornych, jednak niska jakość gleb nie pozwala na osiągnięcie zadowalających plonów innych zbóż, dlatego około połowę zasiewów w gospodarstwie stanowi żyto hybrydowe firmy KWS Zboża. Oczywiście, plony z własnych upraw nie zaspokajają potrzeb gospodarstwa, znaczna część zbóż pochodzi więc z zakupu.

Gospodarstwo rodziny Loose jest dowodem na to, że stosując żyto w tuczu świń, można osiągnąć wyniki podobne jak w przypadku stosowania pozornie bardziej wartościowych pasz. – Niedawno po raz pierwszy kupiliśmy warchlaki pochodzenia holenderskiego. Nie umiem więc powiedzieć jeszcze, jak będą kształtowały się wyniki produkcji. Przez długi czas tuczyliśmy jednak warchlaki importowane z Danii i wyniki produkcyjne były bardzo zadowalające: średnie dzienne przyrosty nie spadały poniżej 1000 g, a niekiedy sięgały nawet wartości 1100 g. Współczynnik wykorzystania paszy wynosił przeciętnie 2,65, mieliśmy jednak i taki rzut, gdzie wyniósł 2,55. Nie zaobserwowaliśmy żadnych przejawów negatywnego wpływu wysokich dawek żyta czy to na wyniki produkcji, czy na kondycję zwierząt – mówi Wojciech Loose.

Receptura pasz w gospodarstwie nie jest zbyt skomplikowana. – Jako główne źródło białka wykorzystywana jest poekstrakcyjna śruta sojowa. Nie stosujemy surowców takich, jak śruta rzepakowa, słonecznikowa czy DDGS – tłumaczy producent. Oprócz żyta w gospodarstwie wykorzystuje się także jęczmień i pszenicę, a całość uzupełniona zostaje premiksem, którego zawartość w paszy wynosi 2,5 proc. Dodatkowo w przypadku pasz dla młodszych zwierząt stosujemy dodatek oleju sojowego wielkości 10 l na tonę paszy. Przez pierwsze 2 tygodnie po zakupie warchlaki otrzymują również z paszą dodatek glukozy, który pomaga odzyskać im formę po wielogodzinnym transporcie. – Dawniej glukozę dodawaliśmy do wody, jednak jej obecność w paszy niesie dodatkową korzyść – poprawia smakowitość mieszanki, co korzystnie wpływa na wielkość jej pobrania – tłumaczy rolnik. Do wody dodawany jest natomiast płynny zakwaszacz, który chroni zwierzęta przed wystąpieniem biegunek.

Ważnym dodatkiem jest również ksylanaza, enzym paszowy rozkładający arabinoksylany, które są jednym ze związków obniżających wartość paszową ziarna żyta.

Ściółka dobra, ale pracochłonna

Jednym z wyzwań stojącym przed właścicielami jest możliwie jak największe ograniczenie pracochłonności produkcji – chów ściołowy sam w sobie stwarza bowiem wysokie nakłady pracy. Obornik nie jest oczywiście usuwany ręcznie tylko przy pomocy niewielkiej ładowarki. Mimo to jego usuwanie i wprowadzanie do obiektu czystej ściółki niesie ze sobą spore nakłady pracy. – W ciągu całego rzutu, jest to około 30 dodatkowych godzin – mówi pan Wojciech. Mimo wyższej pracochłonności, trudno jednak nie wspomnieć o zaletach chowu ściołowego: w takim systemie zwierzęta mają zapewniony wyższy poziom dobrostanu, są także mniej podatne na działanie niskich temperatur w okresie zimowym. Ważnym aspektem jest również ograniczenie przypadków kanibalizmu. Ściółka umożliwia zaspokojenie odruchu rycia naturalnie występującego u trzody, co sprawia, że świnie nie są zainteresowane atakowaniem swych pobratymców. Jak mówi pan Wojciech, problem kanibalizmu jest obecnie bardzo rzadko spotykany w gospodarstwie.

Niestety, chów ściołowy stwarza jeszcze jeden problem. – Słoma z naszych upraw nie zaspokaja potrzeb gospodarstwa, musimy więc kupować znaczne ilości słomy z okolicznych gospodarstw. Przy zakupie nie kierujemy się gatunkiem zboża, z jakiego pochodzi słoma, używamy takiej, jaką uda nam się kupić – tłumaczy pan Wojciech.

Gospodarstwo łamie kolejny stereotyp – często mówi się bowiem o tym, że w chowie ściołowym trudno o utrzymanie optymalnego poziomu higieny, co przekłada się na problemy zdrowotne w stadzie. Opinia ta nie ma potwierdzenia w przypadku gospodarstwa państwa Loose. – Nie obserwujemy, aby w chlewni występowały poważniejsze problemy zdrowotne – tłumaczy właściciel. Oczywiście, po każdym rzucie chlewnia jest starannie myta i dezynfekowana, co eliminuje ze środowiska patogenne drobnoustroje.

 „Holendry” na próbę

 Nowo wybudowany obiekt oddano do użytku w 2011 roku. Już po uruchomieniu produkcji pojawiły się niestety problemy. Okoliczni mieszkańcy nie byli bowiem zadowoleni z działalności fermy. Na szczęście, sprawę udało się rozwiązać korzystnie dla państwa Loose. Nowy obiekt składa się z 3 komór, a każda może pomieścić 360 tuczników. Co ciekawe, obiekt nie jest wyposażony w system ogrzewania, jedynie przed wstawieniem nowej partii warchlaków w okresie zimowym pomieszczenia ogrzewane są przy pomocy elektrycznej nagrzewnicy. W pozostałym czasie zwierzęta same ogrzewają powietrze w pomieszczeniach.

Problemy z utrzymaniem właściwej temperatury następują niestety w okresie letnim. Chlewnia nie jest wyposażona w system schładzania powietrza, a mimo że zastosowano w niej nowoczesny, sterowany komputerowo system wentylacyjny, w trakcie upałów zdarzają się przypadki upadków zwierząt na skutek działania wysokiej temperatury. Problem ten nie jest na szczęście zbyt poważny.

W obu obiektach żywienie jest oczywiście w pełni automatyczne. Pasza rozprowadzona jest po budynkach za pomocą paszociągu, następnie podawana do automatów paszowych. Znacząco ogranicza to pracochłonność produkcji – szczególnie że w szczytowych okresach zużycie paszy może sięgać 6 ton na dobę. Pracę ułatwia również niewielka ładowarka służąca do załadunku zboża do zasobników – trudno bowiem sobie wyobrazić, by ręcznie ładować po 6 ton ziarna każdego dnia.

Jak wspomniano, w gospodarstwie wykorzystuje się warchlaki pochodzące z importu. – Na samym początku próbowaliśmy tuczyć zwierzęta krajowe, jednak nie byliśmy z nich zadowoleni: cechowały się one kiepskim statusem zdrowotnym i nie osiągały oczekiwanych przyrostów – tłumaczy pan Wojciech. Przez dłuższy czas importowano zwierzęta z Danii, a w ostatnim czasie zdecydowano się na zakup warchlaków holenderskich. – Zdecydowałem się na to, gdyż zaproponowano mi korzystniejszą cenę. Nie oczekuję, by zwierzęta pochodzące z Holandii osiągnęły lepsze wyniki niż warchlaki duńskie, liczy się jednak dochodowość całej produkcji. Może się okazać, że pomimo nieco gorszych parametrów wzrostu zarobimy na nich więcej – wyjaśnia rolnik. Producenci starają się kupować zwierzęta o wysokiej masie. Dzięki temu mogą rocznie wyprodukować nawet 3,5 rzutu tuczników.  – Przeciętnie rocznie sprzedajemy 7000 tuczników – deklaruje właściciel.

 Notujmy i liczmy koszty

Wartą odnotowania rzeczą, którą dostrzegliśmy w gospodarstwie jest dokładne raportowanie wyników produkcji. Właściciel bez zastanowienia potrafił nam przedstawić dane dotyczące zużycia i wykorzystania mieszanki paszowej, śmiertelności zwierząt czy średnich dziennych przyrostów świń. Wybrane ze stada osobniki są regularnie ważone, co pozwala na precyzyjne określenie wyników tuczu. Ma to ogromne znaczenie, gdyż pozwala w porę dostrzec problemy występujące w chlewni. Umożliwia też racjonalne cięcie kosztów, co w trudnych czasach może decydować o opłacalności produkcji. Niestety, w naszym kraju tak profesjonalne podejście do produkcji trzody wciąż jest rzadko spotykane, a bez tego przez długie jeszcze lata nie będziemy w stanie konkurować z Zachodem. Warto zatem brać przykład z najlepszych i temat raportowania wyników oraz kosztów produkcji potraktować bardzo poważnie. 

 

Artykuł pochodzi z numeru 11/2015 miesięcznika Farmer

Zamów prenumeratę

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (3)

  • OBSERWATOR 2015-11-30 10:29:20
    Chyba tylko gnój zyskiem będzie , i nawet pasienie świń żytem nie pomoże w sytuacji jaka jest obecnie !!!
  • były hodowca 2015-11-13 08:31:09
    dodatkowym zyskiem będzie biogaz, jak kilka kabanów puści przecinaka, to żeby dachu nie poderwało :)
  • Mały hanys 2015-11-11 15:51:06
    Świnie kupi, zboże kupi, słomę kupi, ciekaw jestem zysku końcowego, oprócz gnoju...
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.196.42.146
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!