Ja nie wierzę w to, że tylko 1,5 tony mięsa z dioksynami trafiło do nas – mówi Romuald Ajchler. Tyle złapali – dodaje.

W przekonaniu Ajchlera nad importem mięsa z Niemiec nikt nie panuje. Poseł obawia się, że Polska wieprzowina może stracić markę.

Martwię się o to, że wyroby mięsne wyprodukowane w Polsce z niemieckiej wieprzowiny będą podlegały surowej ocenie poza naszymi granicami – mówi Ajchler. Co będzie, jeśli zostaną znalezione w nich dioksyny? – pyta.

Niemcy, obniżając ceny, sprzedają półtusze wieprzowe.

Nikt od Niemców nie kupi wyrobów, bo się po prostu boi o bezpieczeństwo żywnościowe – mówi poseł.

Ajchler przestrzegał ministra rolnictwa przed taką sytuacją na posiedzeniu sejmowej Komisji Rolnictwa. Prosił ministra, żeby ten zamknął granice dla niemieckiej wieprzowiny.

Ale czy jest to możliwe, przecież Polska funkcjonuje w strukturach Unii Europejskiej?

Badanie na zawartość dioksyn w mięsie jest bardzo drogim badaniem – mówi Ajchler. Każda partia mięsa przywożona od naszych sąsiadów powinna obowiązkowo podlegać takiemu badaniu, a przez to import stałby się nieopłacalny – dodaje.

Badanie próbki mięsa na zawartość dioksyn kosztuje ponad 3 tys. zł.

Ajchler uważa, że obowiązek wykonywania badań zatrzymałby przywóz wieprzowiny z Niemiec.

Rząd możliwości ma, trzeba tylko chcieć – mówi.

Wg posła SLD powyższe działania są niezbędne, gdyż sytuacja na rynku wieprzowiny jest dramatyczna. Spadają ceny skupu mięsa, rosną ceny zbóż.

Ajchler zwraca uwagę na fakt, że ci, którzy kupują półtusze wieprzowe w Niemczech, nie odprowadzają składek na fundusz promocji mięsa wieprzowego. Jego zdaniem polski rolnik promuje niemieckie mięso.

Podobał się artykuł? Podziel się!