DDGS to produkt uboczny przy produkcji etanolu. Powstaje na bazie surowców takich jak: pszenica, jęczmień, kukurydza, pszenżyto. Białko w suszonym wywarze gorzelnianym posiada charakterystykę oraz profil aminokwasowy zbliżony do białka drożdży.

Ten produkt uboczny, jest bardzo atrakcyjną paszą dla trzody chlewnej. Stanowi alternatywny surowiec paszowy w stosunku do śruty rzepakowej, makuchu rzepakowego, młóta suszonego, w pewnym stopniu może zastępować również śrutę sojową w dawce pokarmowej.


Jednak DDGS ma też swoje wady. Dużym problemem jest skażenie tego produktu mykotoksynami. Wszystko zależy oczywiście od stopnia skażenia zbóża, które zostało użyte do produkcji. Trzeba jednak pamiętać, że mykotoksyny świetnie rozpuszczają się w alkoholu. Jeżeli kupujemy odpad poalkoholowy to jest pewne, że w DDGSie będą wszystkie mikotoksyny, które występowały pierwotnie w danym zbożu.

W USA problem silnych mykotoksykoz u zwierząt pojawił się sześć lat temu, gdy DDGS zaczął być powszechnie używany w żywieniu świń.

- Od sześciu lat, kiedy DDGS został wprowadzony do żywienia świń, problem mykotoksykoz u trzody chlewnej zwiększył się trzykrotnie - mówił dr Timothy Loula, specjalista chorób świń ze Stanów Zjednoczonych.

- W moim obrębie działania, jako lekarza weterynarii, producenci świń kupują DDGS z 19 różnych firm produkujących etanol, czyli jego pochodzenie może być z całkowicie odmiennych regionów kraju. Dlatego firmy są zobowiązane, aby badać w sprzedawany przez siebie produkcie poziom zawartości mykotoksyn. Takie analizy w zakładach są wykonywane co drugi dzień – mówi dr Timothy Loula.

Podstawowe postępowanie w przypadku zwiększonej obecności mykotoksyn w DDGSie polega na tzw. ich rozcieńczeniu.
- Jeżeli po przeprowadzonych badaniach widać, że poziom mykotoksyn jest wysoki, to po pierwsze zaczynamy ograniczać ilość spożycia DDGSu poprzez zwiększanie udziału jęczmienia, czy też pszenicy w dziennej dawce pokarmowej.

Na amerykańskich fermach świń wysokie stężenie mykotoksyn w paszy rolnicy rozpoznają przede wszystkim po nagłym spadku spożycia paszy. Niektórzy producenci analizują spożycie paszy w ciągu jednego tygodnia, z kolei inni nawet codziennie. Takie objawy są typowe dla womitoksyny, czyli inaczej deoksyniwalenolu (DON).

- Jeżeli stałe parametry spożycia paszy przez zwierzęta zmieniają się -  zwierzęta przestają interesować się paszą i mniej jej pobierać - to producenci i lekarze zaczynają szukać rozwiązania problemu w mykotoksynach - mówił dr Loula.

W grupie loch prośnych jest najtrudniej rozpoznać objawy zwiększonego występowania DONu w paszy. - Jest to grupa która spożywa mniej paszy w porównaniu do loch karmiących. Przy lochach karmiących ten problem zauważymy od razu, ponieważ w trakcie laktacji z każdym kolejnym dniem samice powinny spożywać coraz więcej paszy. Jeżeli tak się nie dzieje, pozostają duże ilości niedojadów, to zawszezwraca to naszą uwagę. Dlatego w grupie loch prośnych trudno jest wyłapać ten problem – mówił dr Timothy Loula.

Jeżeli chodzi o zwalczanie mykotoksyn w paszy, Amerykanie stawiają na stosowanie dodatków paszowych, które wiążą mykotoksyny obecne w paszy.
Gdy zauważymy przekroczenie obecności mykotoksyn w paszy to zawsze dodajemy preaprat wiążący mykotoksyny z paszy. Nikt nie pozwoliłby sobie, aby zrezygnować z takiej praktyki – byłoby to zbyt kosztowne – podkreślał dr Loula. Podobał się artykuł? Podziel się!