Nie ma chyba człowieka, który choć raz nie jadłby kiełbasy, kaszanki czy wędzonek domowej produkcji. Każdy przyzna, że ich jakość jest nieporównywalna do wyrobów pochodzących z masowej produkcji. Niestety, ogrom tych wędlin, sprzedawana jest nielegalnie. Najczęściej są one bezpieczne, a przypadki zatrucia takimi wyrobami, są marginalne, jednak rolnicy prowadzący taki „proceder”, narażają się na bardzo przykre konsekwencje ze strony Inspektoratów Weterynaryjnych, jak i Urzędów Skarbowych.

Dużo trudniej jest spotkać rolnika, który w swoim gospodarstwie wyroby mięsne produkuje legalnie. Nam jednak udało się znaleźć takie gospodarstwo. W tym celu udaliśmy się na Lubelszczyznę, a konkretnie do miejscowości Bronice, nieopodal Nałęczowa. Swoje gospodarstwo prowadzą tam Państwo Maria i Zbigniew Krukowie. Jak mówi nam Pani Maria, pomysł na rozpoczęcie działalności, podsunęło samo życie. Przez lata, głównym kierunkiem produkcji w gospodarstwie, był wychów i sprzedaż prosiąt. Jednak stale pogarszająca się sytuacja na rynku trzody, spowodowała, że Krukowie zaczęli poszukiwać innego źródła dochodów. Jednak od samego pomysłu do jego realizacji minęło kilka lat. Dużo czasu zajęło, bowiem dostosowanie zakładu do norm prawa żywnościowego, i uzyskanie pozwolenia z Powiatowego Inspektoratu Weterynaryjnego. Niezbędna była także zmiana przeznaczenia budynku. Dziś, zakład przerabia przeciętnie 3-4 świnie tygodniowo, a właściciele planują dalszy wzrost produkcji - w niedalekiej przyszłości planowane jest otwarcie sklepu w pobliskim Nałęczowie. Największym wyzwaniem, jakie stoi przed Krukami, jest poszukiwanie rynku zbytu. Jak mówi nam Pani Maria, wielkość produkcji, jaka zapewnia rentowność przedsięwzięcia, to tona tygodniowo. Barierą dla zwiększenia zbytu, jest z pewnością zapis, ograniczający dopuszczalny obszar sprzedaży na teren województwa w którym działalność jest zarejestrowana, oraz ościennych powiatów innych województw. Krukowie, bardzo chętnie sprzedawaliby swoje wyroby w Warszawie – tam bowiem rynek zbytu jest niemal nieograniczony, a klienci skłonni są zapłacić za ich produkty wyższą cenę. Według Pani Marii, barierą dla rozwoju takich firm, są też wysokie koszty dostosowania zakładu do norm prawa żywnościowego. Dotychczas właściciele zainwestowali w swoją działalność około 300 tys. zł, a przyznać trzeba że wybrali „wariant” oszczędnościowy. Na zakład zaadaptowano stary budynek gospodarczy, a do produkcji wykorzystuje się maszyny używane. Gdyby cała działalność miała powstać od podstaw, koszty inwestycji byłyby znacznie większe. Poza tym – jak mówi Pani Maria – Banki niechętnie kredytują tego typu inwestycje, nie ma co również liczyć na wsparcie Unijne.