Tragedia wydarzyła się w USA w stanie Oregon, gdzie mężczyzna prowadził gospodarstwo rolne, gdzie utrzymywał trzodę chlewną. Szczątki 69-letniego mężczyzny zostały znalezione przez członków jego rodziny.

Zaniepokojeni jego dłuższą nieobecnością, weszli do pomieszczenia, w którym przebywały  świnie. Zastali tam jedynie zwierzęta oraz nieliczne szczątki ciała Garnera. Ocalały również jego protezy dentystyczne.

Paul Frasier, prokurator prowadzący tę sprawę, podkreślił, że - jak na razie wszystko wskazuje na to, że był to tragiczny wypadek. Śledczy wciąż czekają na wyniki badań, które pozwolą im dokładnie poznać przyczyny śmierci. Jedna z hipotez zakłada, że 69-latek mógł mieć nagłe kłopoty ze zdrowiem, np. atak serca. Inna zakłada, że to zwierzęta go zaatakowały, a potem zjadły.

Prokurator Frasier podkreślił również, że wcześniej zwierzęta zachowywały się agresywnie wobec tragicznie zmarłego mężczyzny. Co najmniej jedno z nich go ugryzło. - Był człowiekiem o dobrym sercu. Zwierzęta były dla niego wszystkim - wspomina brat tragicznie zmarłego mężczyzny.

Z kolei jak podał serwis pigprogress.net, rolnik utrzymywał zwierzęta hobbistycznie, świadczy o tym fakt, że każde ze zwierząt ważyło około 320 kg. Rodzina również podkreślała, że nie były kierowane na ubój. Stado składało się z knura i kilku loch.