Nie ma w Europie drugiego takiego kraju jak Dania, w którym hodowla trzody chlewnej miałaby tak ogromne znaczenie dla gospodarki całego kraju. Udział duńskiego mięsa w handlu międzynarodowym sięga ok. 15 proc. Wystarczy jeszcze dodać, że blisko 90 proc. produkcji krajowej trafia na eksport, by wyobrazić sobie co by się stało gdyby nagle w wyniku ASF-u wywóz trzody został zablokowany…

Duńscy eksperci wyliczyli, że gdyby ASF wykryto choćby w ośmiu gospodarstwach, to straty sięgnęłyby ponad 360 milionów euro. Celowo przedstawiono problem na przykładzie zaledwie ośmiu gospodarstw, które w skali kraju stanowią 0,16 procent ze wszystkich 5 tysięcy ferm, by zobrazować jak ogromne skutki może wywołać wirus - przyznał w rozmowie z Global Meat News, Karl Christian Moller główny analityk firmy Danish Crown.

Dania chroni się przed chorobą z Polski

Pierwszym krokiem w kierunku zminimalizowania strat w przypadku wykrycia ASF-u, jest wprowadzenie regionalizacji sprzedaży. Według specjalistów w obecnym momencie, czarnym, ale realnym scenariuszem jest przedostanie się wirusa z Polski za pomocą samochodów ciężarowych.  Rocznie około 25 tysięcy samochodów ciężarowych wyrusza z Danii by przewieźć trzodę do różnych krajów europejskich, w tym także do Polski.

Dlatego Duńczycy zamierzają dezynfekować wszystkie samochody przejeżdżające przez teren tzw. strefy zagrożenia ASF. Ponadto transport po odkażeniu nie będzie mógł trafić do duńskiej fermy przez co najmniej 7 dni.

W przeszłości Dania już walczyła z klasycznym pomorem świń. Ostatnie ognisko tej choroby było potwierdzone 1933 roku. Natomiast afrykański pomór świń nigdy nie pojawił się w tym kraju.