Zwierzęta ze stad dodatnich pod kątem salmonelli często trafiają na eksport do naszego kraju. W ten sposób Duńczycy unikają kosztów związanych z chowem chorych zwierząt.

Polscy producenci tuczników w cyklu otwartym potrzebują dużych partii zwierząt zbliżonych wagowo i wyrównanych pod względem wyników tucznych i rzeźnych. Dlatego często decydują się na zakup  zagranicznych prosiąt, ponieważ rzadko kiedy można liczyć na regularne dostawy od krajowych producentów -  niestety sektor produkcji prosiąt w naszym kraju kulej.

Jednak należy wiedzieć z czym musimy się liczyć, gdy sprowadzamy prosięta z zagranicy, bo nie zawsze krajowy dystrybutor zwierząt będzie dbał o dobro klientów. Jednym z przykładów jest sytuacja salmonelozy świń, która jest rygorystycznie traktowana w Danii.

- Stało się tak z powodu wywoływania poważnych problemów u ludzi i zwierząt. Co najważniejsze dla producentów świń - choroba generuje duże koszty produkcji mięsa. Salmonella Typhimurium  często występuje u tuczników w postaci subklinicznej trudnej do rozpoznania, jednak podnoszącej koszty tuczu i zużycia paszy w całym cyklu – mówi dr Josef Szancer.

W Danii występują trzy poziomy oznaczania stad w stosunku do tej choroby:  1 – mówi o tym, że stado jest wolne od choroby, 2 – oznacza umiarkowaną liczbę próbek dodatnich w stadzie, a 3 – dużą liczbę komórek dodatnich w stadzie. Kiedy stado osiągnie status 2 i 3 hodowcy musza się liczyć z dużymi karami,  dodatkowo zwierzęta ze statusu 3 muszą być oddzielnie ubijane co podnosi koszty produkcji tucznika około o 20 euro. Z nieoficjalnych informacji wiadomo, że zwierzęta z gorszym statusem zdrowotnym są przeznaczane na eksport do Polski, ponieważ u nas w kraju nie ma programu zwalczania salmonellozy u świń. W ten sposób Duńczycy starają się ograniczyć koszty związane z kosztami związanymi z postępowaniem z zakażonymi zwierzętami. Z tego powodu krajowi producenci są narażeni na tucz chorych zwierząt.